RSS

Recenzje

recenzent
Dorota Tukaj
Dorota Tukaj

ocena

6/10

"Wszystko wina kota! ": Gdy ci kot poduszkę zajmie, nie mów, że to źle

  A A A

Prawie wszyscy sięgamy po literaturę z najwyższej półki – jeśli nie uznaną klasykę, to utwory współczesnych laureatów rozmaitych nagród szczebla krajowego lub międzynarodowego. Ale też prawie wszyscy od czasu do czasu potrzebujemy lektury, która nie będzie nas zmuszała do wytężania umysłu, do przegryzania się przez kunsztowne plecionki słowne i do analizowania zawiłości psychiki bohaterów, tylko po prostu łatwo i szybko opowie nam jakąś zabawną, wzruszającą lub emocjonującą historię. Twórców specjalizujących się w dostarczaniu nam tego rodzaju czytelniczej pożywki jest mnóstwo, a niektórzy z nich szybko zyskują sobie poczytność, na jaką autor literatury ambitnej, lecz trudnej może czekać latami. Wśród kobiet dużą popularnością cieszą się literackie odpowiedniki komedii romantycznych, takich jak “To właśnie miłość”, “Masz wiadomość” czy “Listy do M.”. I właśnie do tego gatunku należy najnowsza powieść Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, “Wszystko wina kota”.

Tytułowy winowajca nosi imię James, ma złote oczy, rudą sierść i mieszka w jednym z szeregowych domków na wrocławskim osiedlu Jagodno. Jego panią jest nieco roztrzepana trzydziestopięcioletnia singielka, całe dnie spędzająca przy komputerze lub przy stoliku na tarasie z plikiem zadrukowanych kartek. Nikt nie podejrzewa, że Lidia Makowska ma drugą tożsamość; o tym, że Róża Mak, popularna autorka romansów, to właśnie ona, wie tylko kilka osób z najbliższego jej otoczenia. Lidka nigdy nie zamierzała się ujawniać, lecz wydawca i agentka (prywatnie zresztą przyjaciółka) coraz bardziej na nią naciskają. Jest już bliska podjęcia decyzji, gdy w jej prywatnym życiu następuje małe zamieszanie: wczesnym rankiem dzwoni do drzwi przystojny sąsiad, trzymając w objęciach kota-uciekiniera, który ośmielił się wtargnąć do jego domu i zaanektować jego poduszkę. Pierwsze lody zostają przełamane, choć w trakcie oschłej rozmowy jeszcze tego nie widać. Ale już wieczorem Jeremi zjawia się z przeprosinami za zbyt obcesowe zachowanie. I trudno nie zauważyć, że obydwoje ulegli zauroczeniu w stopniu nieco większym, niż przy zwykłej sąsiedzkiej znajomości (a gdyby czytelnik miał co do tego wątpliwości, zyska dubeltowe potwierdzenie w relacjach obu zainteresowanych stron). Wkrótce staje się jasne, że zanosi się na coś poważnego. Tylko, że... Jeremi jakoś ociąga się z wyjawieniem pewnych informacji o swojej przeszłości, a Lidka angażuje się w intensywną korespondencję mailową z blogerem, kryjącym się pod nickiem Jack Sparrow, który systematycznie krytykuje kolejne jej powieści, lecz w bezpośredniej wymianie zdań okazuje się całkiem miły i nie dość tego, ma dość pokrewne upodobania muzyczne i estetyczne. Wkrótce będzie miała okazję poznać go osobiście: staną naprzeciw siebie przed kamerami telewizji. A co będzie, jeśli stanie się on konkurencją dla Jeremiego? I jeśli zwycięży?...

Tak się składa, że niemal w tej samej chwili także wszystkie trzy przyjaciółki Lidki osiągają pewne punkty zwrotne w swoim życiu.

Karolina, samotna matka dwudziestoletniego syna, poznaje niezmiernie sympatycznego pracownika agencji nieruchomości. I właśnie wtedy, gdy znajomość nabiera obiecującego charakteru, zjawia się nieoczekiwane widmo przeszłości w postaci nader materialnej: wraca do Wrocławia ojciec Kasjana, który porzucił ich, nie doczekawszy nawet przyjścia syna na świat.. Przez lata pobytu na Zachodzie sporo się dorobił, a teraz pragnie poznać dorosłego już chłopca, wynagrodzić mu swoją dotychczasową nieobecność i zrehabilitować się w oczach Karoliny. Co nim kieruje i czy będzie można mu zaufać?...

Tatiana, pozostawiona kiedyś przez ukochanego w analogicznej sytuacji, nie ma nawet dziecka. Jej miłością przez wiele lat była praca, z niezłym zresztą efektem, bo zaprowadziła ją na stanowisko wiceprezesa sporej firmy. Przyjaciółki są niemal pewne, że kto jak kto, ale ona raczej pozostanie samotna. Tymczasem jedna rozmowa z młodszym o dziesięć lat podwładnym staje się tą niespodziewaną iskrą, z której ma szanse rozgorzeć wielki płomień. Tylko czy tego rodzaju związek ma widoki na przetrwanie?...

Aneta wiedzie spokojne i poukładane życie urzędniczki, matki dwojga dorastających dzieci, szczęśliwej żony. Czy na pewno szczęśliwej? Jakoś się z Michałem ostatnio od siebie oddalili, poszły w zapomnienie czułości i miłe słowa, zresztą w ogóle rzadko mają okazję ze sobą rozmawiać, bo on a to jest w trasie, a to zaraz rusza w dodatkowy kurs, a to wraca zmęczony i zaraz zasypia. I gdyby tylko to – ale skąd ten zapach obcych damskich perfum na jego koszulce? Sfrustrowanej Anecie los niemal nachalnie podtyka atrakcyjnego (i samotnego!) Kamila, więc może to dobra okazja, by odpłacić małżonkowi pięknym za nadobne?...

Te cztery historie, opowiadane na przemian przez którąś z kobiet, Jeremiego lub Jacka Sparrowa, splatają się ze sobą w barwną, pogodną, choć niepozbawioną smutniejszych akcentów historię. Sama autorka odezwie się własnym głosem raz tylko, by przedstawić czytelnikom sytuację swoich bohaterów w jakiś czas po finałowej sekwencji wydarzeń, a po niej… po niej przemówi jeszcze kot James, najwyraźniej zupełnie pozbawiony poczucia winy z tytułu tego, do czego doprowadził, ba, wręcz pełen zadowolenia z siebie! Za to sympatyczne zakończenie wszyscy kociarze z pewnością doliczą jej dodatkowy punkt.

I nie będzie to punkt jedyny, bo kolejny należy się za to, że – tu pożyczymy sobie słów od tajemniczego Jacka Sparrowa – “jej warsztat poprawia się z każdą napisaną powieścią”; pod tym względem od czasu “Bez przebaczenia” Lingas-Łoniewska poczyniła naprawdę duże postępy. Znalazłoby się jeszcze parę obszarów, które można by udoskonalić, na przykład odrobinę bardziej zindywidualizować język narracji i zadbać o to, by bohaterowie, kiedy już muszą przeklinać, od czasu do czasu używali słowa innego niż “k…a”. I żeby nie było w tekście wątpliwości chronologicznych (Lidka o swojej najlepszej przyjaciółce mówi: "Karolina, z którą chodziłam do liceum i od tamtej pory byłyśmy nierozłączne". Karolina ma dwudziestoletniego syna. W ciążę zaszła po roku związku ze Sławkiem, "studiując i jednocześnie pracując". Gdyby założyć, że ten rok był pierwszym rokiem jej studiów, nie mogłaby zostać matką wcześniej niż w 21 roku życia, więc w tej chwili musiałaby mieć prawie 41, a jeśli poszła rok wcześniej do szkoły i w związku z tym studia rozpoczęła mając lat 18, a nie 19 - prawie 40. Różnica wieku między nią a Lidką wynosi zatem od 4 do 6 lat i oznacza, że w najlepszym razie mogły się poznać, gdy pierwsza z nich była w klasie maturalnej, a druga właśnie zaczynała naukę. Kto uczęszczał do liceum w starym systemie edukacyjnym, wie, że uczniowie pierwszej i ostatniej klasy w szkole praktycznie się mijali, nie mając zbyt wielu sposobności do zawierania znajomości. A nawet jeśli się poznali, różnica mentalności między piętnastolatką a dziewiętnastolatką na ogół była na tyle duża, że dziewczęta z obu tych grup wiekowych raczej trzymały się osobno. Chyba, że łączyły je jakieś wspólne aktywności: harcerstwo, kółko teatralne itp. Ale była to sytuacja na tyle rzadka, że jeśliby zaistniała, wspominałoby się raczej te nietypowe okoliczności, niż ogólnikowe uczęszczanie do tej samej szkoły).

Bo tego, że “jak zawsze u Róży Mak, droga do szczęścia była kręta i pełna niespodziewanych kaprysów losu”, nie możemy uważać za bezwzględny mankament. Gdyby każda powieściowa para po prostu poznawała się, zakochiwała w sobie i stawała przed ołtarzem bez żadnych perypetii po drodze, byłoby to może statystycznie bardziej prawdopodobne, ale i o ileż bardziej monotonne… A gdyby żadnej z nich się nie udało to, co się zapowiadało tak obiecująco, zamiast pogodnego czytadełka mielibyśmy dramat psychologiczny. I z czego wtedy miałby się cieszyć rudowłosy James?  



oceń
ocena: 1.6
głosów: 337
Podziel się

Opinie

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!