RSS

Recenzje

recenzent
Maciej Gierszewski
Maciej Gierszewski

ocena

8/10

"Velvet. U kresu": James Bond jest kobietą!

  A A A

Oficyna Mucha Comics wprowadza na polski rynek mainstreamowe komiksy, które za oceanem mają status pozycji kultowych i znaczących. Wyraźnie widać, że redakcja trzyma rękę na pulsie i stara się sprowadzać do Polski produkcje, które w Stanach narobiły szumu. Dzięki temu wydawnictwu mamy możliwość czytania po polsku: „Sagi”, „Fatale” czy „Bękartów z Południa”. Niedawno oficyna kolejny raz sięgnęła do koszyka Image Comic i wyłowiła stamtąd kolejny intrygujący tytuł: „Velvet”, który jest dziełem trojga twórców: Eda Brubakera (scenariusz), Steve’a Eptinga (rysunki) i Elizabeth Breitweiser (kolory).

Główną bohaterką komiksu jest Velvet Templeton, która od wielu lat pracuje w tajnej agencji szpiegowskiej. Kiedyś jako terenowy agent operacyjny, jednak od jakiegoś czasy jako sekretarka. O istnieniu ARC-7 wie bardzo niewiele osób. Fabuła serii rozpoczyna się w 1973 roku w Paryżu, gdzie zostaje zdekonspirowany i zamordowany jeden z najlepszych agentów firmy. Wydarzenie stawia na nogi całą centralę agencji w Londynie. Rozpoczyna się gorączkowe śledztwo, w którym próbuje się ustalić, kto i dlaczego zabił Jeffersona Kellera. Wszystkie raporty przechodzą przez biurko pani Templeton, która ma fotograficzną pamięć. Dzięki temu odkrywa, że w codziennym sprawozdaniu tajniaka jest jednodniowa luka. Zaczyna kopać, aby ustalić prawdę. Nieświadomie uruchamia lawinę zdarzeń, których nawet ona nie jest w stanie kontrolować. Ktoś wyraźnie nie życzy sobie, aby sekretarka zdemaskowała osobę (osoby?) odpowiedzialne za zdarzenia w Paryżu, dlatego własna firma obraca się przeciwko niej.

Ktoś tak obraca dokumentami, że panna Templeton staje się głównym podejrzanym w sprawie. Kobieta ucieka i musi zacząć się ukrywać, bo jest ścigana przez brygadę operacyjną z ARC-7. Chcąc dowieść swojej niewinności przystępuje do kontrataku. Metodą eliminacji wyklucza kolejne osoby, które z cienia mogą pociągać za sznurki. Widać, że nie cofnie się przed niczym, aby dojść do prawdy. Porwie nawet szefa swojej (byłej) firmy, aby podstępem dostać się do biur i tam przeprowadzić mały „risercz”.

W szpiegowskich historiach fabuła gna na złamanie karku. I nie inaczej jest w wypadku omawianej pozycji. Ni stąd, ni zowąd rozpoczyna się szaleńczy wyścig z czasem. Agenci operacyjni czyhają na życie Velvet, liczą, że popełni jakiś błąd, odsłoni się, aby mogli zaatakować. Z każdą kolejną planszą mnożą się wątki, epizody oraz postaci. Obraz szpiegowskiego spisku, z którym musi sobie poradzić Velvet Templeton (oraz czytelnik), zaciemnia się. Trzeba przyznać, że po pierwszym tomie, który był mało ekscytującym otwarciem, w dwójce intryga wymyślona Brubakera zatacza coraz szersze kręgi. Zadziwiające z jaką łatwością czytelnik daje się zwieść scenarzyście. Podczas lektury ma jakieś wyobrażenia dotyczące tego, w jakim kierunku będzie rozwijała się fabuła, ale kilka stron dalej okazuje się, że całość potoczyła się jeszcze inaczej.

Dobrze ze swojego zadania wywiązał się rysownik, który świetnie bawi się wizualnymi kliszami: rzecz dzieje się w mrocznych i wąskich zaułkach, wieczorami i często pada. Rysunek jest realistyczny, postaci przedstawiono z dbałością o wszelkie szczegóły anatomiczne. Nie powiem, ubawiło mnie, że Steve Epting nadał Velvet Templeton rysy twarzy Susan Sontag (z tym słynnym siwym kosmykiem). Klasyczne kadrowanie, bez większych eksperymentów. Całościowe podejście do warstwy graficznej (przedstawienie postaci, szczegółowe odwzorowanie miejsc i przedmiotów z lat minionych, klasyczne kadrowanie, staranna kreska oraz kolory) przywodzi mi na myśl europejskie produkcje z oficyny Dargaud czy Glénat. Wysoka ocena warstwy wizualnej nie byłaby możliwa, gdyby nie fenomenalna robota kolorystki – Elizabeth Breitweiser, która postawiła na zimne i ciemne barwy. Co przekłada się na wyraźne odczucie, że rzeczywistość, w której działa Velvet, nie jest przyjaznym miejscem.

„Velvet” to dopiero dwa tomy. Całość tymczasem przedstawia się jako perfekcyjnie zbudowany thriller szpiegowski. Choć z drugiej strony mamy także elementy komiksu także akcji: sceny walki wręcz, strzelaniny, emocjonujące pościgi czy częste zmiany lokacji. Brubaker i Epting opowiadają historię wciągającą i pasjonującą, która przypomina najlepsze europejskie produkcje tego typu i śmiało mógłby się ukazać w którymś z wydawnictw wymienionych w poprzednim akapicie.  



oceń
ocena: 5
głosów: 1
Podziel się

Opinie

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!