RSS

Recenzje

recenzent
Marta Brzezińska-Waleszczyk
Marta Brzezińska-Waleszczyk

ocena

6/10

"41 utonięć": Seks i xanax, czyli w świecie hipsterskiej bohemy

  A A A
Marta Brzezińska-Waleszczyk książka: 41 utonięć

„Jesteśmy ludźmi nowego pokolenia, ze źrenicami rozszerzonymi od efedryny. Regulujemy emocje za pomocą xanaxu i seksu. Naszymi zawodami zaufania społecznego są psychoterapeuta i barista”. Kim jest to nowe pokolenie? Pisze o nim Agnieszka Wolny-Hamkało.

Ada, główna bohaterka najnowszej książki Agnieszki Wolny-Hamkało to młoda, choć już nie najmłodsza kobieta, która nie bardzo wie, co zrobić ze swoim życiem. Poznajemy ją w momencie, kiedy straciła pracę (właściwie, nie do końca wiadomo, co robiła – jest po prostu beztroską malarką) i nie bardzo wie, co ze sobą zrobić. Przypadkiem na jednej z imprez, od których dziewczyna nie stroni, znajoma proponuje jej zatrudnienie we wrocławskim Teatrze Polskim w charakterze scenografki. Ada korzysta z nadarzającej się okazji – przychodzi na spotkanie z dyrektorem instytucji, a ten – po krótkiej rozmowie – rzutem na taśmę oferuje jej przygotowanie scenografii do swojego najnowszego spektaklu, który właśnie powstaje.

Wieczna dziewczynka

I tak Ada zostaje wciągnięta w wir wrocławskiej bohemy, o ile tak można nazwać pseudoartystyczne środowisko, w którym przyjdzie jej egzystować podczas upalnego, ociekającego żarem lata. Imprezy suto zakrapiane alkoholem, w ogóle – codzienność, której nieodłącznym elementem jest popijanie (oczywiście wyłącznie modnych drinków), popalanie (nie tylko papierosów) i toczenie rozwlekających się dysput, ni to o sztuce, ni to o życiu, choć właściwie tak do końca nie wiadomo, o czym.

W dodatku Ada, które niedawno rozwiodła się z mężem Tomaszem (co nie przeszkadza parze byłych małżonków spotykać się na tzw. przyjacielski seks), całkiem przypadkowo poznaje tajemniczego Jacka, z którym nawiązuje dziwny romans, sprowadzający się wyłącznie do zaspokajania czysto fizycznych potrzeb.

Ramy czasowe króciutkiej historii, jaką proponuje Agnieszka Wolny-Hamkało, zamykają się wokół zlecenia, jakie dostaje we wrocławskim teatrze Ada. Punktem wyjścia opowieści jest angaż przy spektaklu w reżyserii Kluszczyńskiego, a zmagania Ady ze stworzeniem scenografii stanowią tło powieści. Momentem kulminacyjnym „41 utonięć” jest oczywiście premiera przedstawienia, podczas którego widzom zostaje zaprezentowana awangardowa, chciałoby się rzecz, nowoczesna i odpowiadająca najnowszym standardom, sztuka teatralna.

Rzecz o sztuce

O czym jest ta sztuka? Właściwe do końca nie wiadomo. A co więcej, nie wie tego nie tylko czytelnik powieści A. Wolny-Hamkało – zdają się tego nie wiedzieć zarówno występujący w niej aktorzy, realizująca scenografię Ada, a nawet sam reżyser przedstawienia. Jednym zdaniem– wszystko jest w porządku, bo dokładnie tak miało być.

Kluszczyński sili się w swoich, zresztą świetnie skomponowanych przez Wolny-Hamkało, przydługawych patetycznych monologach, niemal dytyrambach, na filozoficzne rozważania o sztuce, otaczającym świecie, życiu, człowieku, czym naraża się jedynie na śmieszność – aktorzy mający zagrać w jego przedstawieniu niewiele rozumieją z tych tyrad, ale przytakują swojemu „mistrzowi”, bo przecież nie wypada podważać zdania kogoś, kto im płaci. Ale w gruncie rzeczy nie chodzi tu wyłącznie o powody materialne – aktorzy (i cała teatralna trupa) muszą udawać, że świetnie odnajdują się w tej pseudoartystycznej, pseudofilozoficznej, w ogóle – pseudo kreacji, bo przyznanie się do jej niezrozumienia, nie mówiąc już o jej zakwestionowaniu, byłoby co najmniej passe.

Znaczącą sceną, która świetnie oddaje zależność, jaka łączy aktorów z dyrektorem teatru (i w ogóle – stanowi odzwierciedlenie pewnej grupy społecznej), jest opis rytuału, jaki proponuje Kluszczyński, Rytuału, który ma „uruchomić” zespół, pozwolić mu „aktorsko dojrzeć”.„Czuję, że wiele rzeczy wam pootwieram, pokieruję waszym procesem” – zachęca guru i zaprasza osoby pracujące przy spektaklu na strych jakieś śmierdzącej sikami i kurzem kamienicy, by tam... zrzucili oni z siebie ubrania. „Jesteśmy ludźmi nowego pokolenia, ze źrenicami rozszerzonymi od efedryny. Regulujemy emocje za pomocą xanaxu i seksu. Naszymi zawodami zaufania społecznego są psychoterapeuta i barista” – mówił patetycznie Kluszczyński podczas ściągania majtek.

Co ciekawe, chociaż większość teatralnej trupy czuje pewien dyskomfort (i być może w głębi ducha zadaje sobie pytanie po co ta cała maskarada), nikt nie ośmiela się protestować. W końcu żaden z aktorów nie zamierza wyjść na zacofanego ciemniaka, który nie rozumie współczesnej sztuki. Jedynie młody dramaturg Franczak próbuje powątpiewać w sens „rytuału obnażenia” i wykręcić się z konieczności wyskoczenia z ubrań, ostatecznie jednak kapituluje.„Jesteśmy tacy sami, jak wszyscy, pomyślała Ada i zobaczyła w tych ludziach siebie” przerażoną własną fizycznością kobietę, która próbuje dobrze wypaść”. W rzeczywistości – o to chodzi bohaterom powieści – żeby dobrze wypaść...

Lęk przed życiem

Jest to pewien sposób, jak uprzedza autorka, radzenia sobie z lękiem. W końcu każdy z bohaterów czegoś się boi, nie wspominając o Adzie, która obawia się właściwie wszystkiego. Choć obecnie sen z powiek spędza jej przygotowanie scenografii do spektaklu, jest to jednak bardzo powierzchowne odczucie. Ada – tak mi się wydaje – chyba po prostu boi się żyć. Żyć tak naprawdę. Wziąć się z życiem za bary i przestać bawić się w wieczną małą dziewczynkę, którą trzeba wszędzie prowadzić za rączkę.

Ada, a za nią większość bohaterów książki Wolny-Hamkało, to takie, delikatnie rzecz ujmując, lekkoduchy. Ludzie dawno po „trzydziestce” (albo i „czterdziestce”), którzy nie wiedzą, co ze swoim życiem zrobić, a swoje lęki zapijają alkoholem. To beztroscy wieczni nastolatkowie w kolorowych trampkach, którzy wolą żyć chwilą, z dnia na dzień. Nie przejmują się niepłaconym od kilku miesięcy czynszem za mieszkanie, bo jakoś to będzie. Zamiast tego wolą trwać w złudzeniu, bo ono daje im pewien komfort.

I szukają czegoś, co zapełni ich pustki. Idą na „Noc Konfesjonałów” (dość egzotyczny, ale ciekawy wątek w powieści!), uprawiają seks, imprezują albo zakładają, jak Ada, konto na randkowych serwisach internetowych. „41 utonięć” Agnieszki Wolny-Hamkało, ta niewielkich rozmiarów książeczka, stanowi niezłą alegorię czasów, w których żyjemy i ludzi, którzy nas otaczają.

„Ta książka to przezabawny portret hipstersko-artystycznej bohemy wrocławskiej, która ciągle robi jakieś projekty albo tatuaże, a brak koncepcji ubiera w abstrakcyjne słowa. Jak się nie wie, o czym ma coś być, to się daje niby-wolność współpracownikom i czeka, aż oni coś wymyślą. Skąd my to znamy” – podsumowuje w „Wysokich Obcasach” Sylwia Chutnik. Właśnie, skąd my to znamy?

 



oceń
ocena: 5
głosów: 1
Podziel się

Opinie

Ocena: 0 [0]
~dominka [2016-03-21 13:54]

Czy ktoś może zna wydawnictwo rozpisani pl? Poszukuję miejsca, gdzie mogę wydać książkę za własne pieniądze, zależy mi również na późniejszej promocji, stad moje zainteresowanie właśnie tym wydawnictwem. Fajne jest też to, że wydanie trwa zaledwie 6 tygodni, wiec jeżeli ktoś z nimi współpracował to z góry dziękuję za porady.

odpowiedz