RSS

Recenzje

recenzent
Joanna Podsadecka
Joanna Podsadecka

ocena

6/10

"Biały Kafka ": Zapach lepszego życia

  A A A
Joanna Podsadecka książka: Biały Kafka

„Białego Kafkę”  ̶  historię dziennikarza pogrążającego się w alkoholizmie  ̶  Grzegorz Kozera napisał dziesięć lat po zerwaniu z nałogiem. Mówił niedawno Wirtualnej Polsce: „Nieprzypadkowo bohater tej powieści nie ma imienia ani nazwiska. To jederman  ̶  każdy. Alkohol jest bardzo demokratyczny, jeśli chodzi o wybór swoich ofiar. Wykształcenie nie jest istotne. Uzależnić się może zarówno profesor, jak i człowiek po podstawówce. Przy czym, paradoksalnie, temu lepiej wykształconemu trudniej sobie uświadomić, że jest uzależniony. Potrafi znaleźć sto argumentów i uwierzyć, że jego ten problem nie dotyczy”.

Rzeczywiście, bohaterem „Białego Kafki” może poczuć się każdy, kto kolejny raz obiecał sobie, że to już ostatnia butelka – choć wie, że nie dotrzyma słowa... Każdy, komu sypie się życie rodzinne i zawodowe, kto zawala coraz więcej spraw, ma kłopoty z zaśnięciem, drżące dłonie i napady lęku. Kto w chwilach przetrzeźwień nie ma na nic siły. Kto pożądliwie potrafi myśleć już tylko o butelce alkoholu. Kogo ambicja nigdzie nie gna. „Już nie pragnąłem być Kischem, Hemingwayem, Fallaci i Kapuścińskim, przestało mi zależeć na napisaniu reportażu życia, za który otrzymam nagrodę Pulitzera – wyznaje dziennikarz z kart „Białego Kafki”.  ̶  Chciałem napić się wódki, wlać w gardło krystaliczną finlandię w kolorze lodu, to wszystko”.

Kiedy robi się żal marzeń, które zagłuszył szum alkoholowego morza? Gdzie jest granica upodlenia? Co się musi wydarzyć, by człowiek chciał zawalczyć o lepszą wersję siebie, o życie bez nałogu? Co może nadać albo przywrócić codziennym wysiłkom sens? W „Białym Kafce” sens przywraca... zapach kobiety. Tony Parsons pisał kiedyś: „Tak to się zaczyna. Spoglądasz na kogoś, kogo nie widziałeś nigdy przedtem i nagle go rozpoznajesz. To wszystko. Po prostu go rozpoznajesz. Tak to się zaczyna”.

Nie wiemy, czy Weronika jest realną postacią, czy marzeniem. Wiemy jednak, że bohaterowi powieści Kozery pachnie czułością i poczuciem bezpieczeństwa. „Pierwszy raz w życiu, z absolutną, choć niewytłumaczalną pewnością wiedziałem od razu, że ona jest tą, której zawsze pragnąłem i potrzebowałem [...]”. Choć nie zamienił z nieznajomą słowa, został z nim jej zapach. I pewność, że to spotkanie nie było przypadkowe. Niewiele. Dla niego prawie wszystko.

„Niektóre kobiety popychają w nałóg, inne z niego wyciągają” – jederman przypomina sobie wszystkie przygodne znajomości, po których zostawało tylko obrzydzenie  ̶  do siebie, do tych kobiet. Weroniki nie udało mu się nawet dotknąć, a znaczy więcej od nich wszystkich razem wziętych.

„I choćbyś uciekał, to ją gonisz / I choćbyś się skrywał – szukasz jej”  ̶  Grzegorz Ciechowski wiedział, co się dzieje po takim spotkaniu. Bohaterowie powieści Kozery w najtrudniejszych momentach swojego życia odkrywają – nie bez zdziwienia  ̶  jak wielka jest w nich potrzeba głębokiej więzi z drugim człowiekiem. W tych książkach miłość (albo marzenie o niej) jest tym, co ocala. A to jakoś krzepiące, choć może niektórzy uznają, że banalne. Ale jeśli nie ona, to co?

W przedmowie Kozera pisze, że docierają do niego głosy, iż „Biały Kafka” budzi zainteresowanie wśród ludzi, którzy przestali pić, oraz tych, którzy mają w rodzinie alkoholików. A nawet  ̶  że terapeuta na Pomorzu w oparciu o tę lekturę prowadzi zajęcia z uzależnionymi. To cieszy; bardzo dobrze, gdy literatura może pomóc czytelnikowi się odbudować. Nie zmienia to jednak faktu, że „Białego Kafkę” uważam za najsłabszą książkę Kozery. Jeśli czytelnikowi nie umknie fakt, że nie jest to jego ostatnia powieść, ale wznowienie pierwszej – będzie mógł odetchnąć z ulgą. Bo to oznacza, że nie jest to regres, ale naturalna kolej rzeczy – przecież z upływem czasu doskonali się styl, fabuła jest konstruowana coraz inteligentniej.

„Biały Kafka” mnie nie porwał – ani w warstwie językowej, ani fabularnej. Nie potrafię go traktować inaczej, jak treningu przed powieściami „Berlin, późne lato” czy „Co się zdarzyło w hotelu Gold”. Po „Króliki Pana Boga”, które mają się wkrótce ukazać, sięgnę, by się upewnić, że czas działa na korzyść pisarza.



oceń
ocena: 5
głosów: 7
Podziel się

Opinie

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!