RSS

Recenzje

recenzent
Joanna Podsadecka
Joanna Podsadecka

ocena

8/10

"Co się zdarzyło w Hotelu Gold ": Przypadek nie przypadkiem

  A A A

Co się zdarzyło w hotelu Gold to dobrze napisana powieść z wątkiem kryminalnym oraz historią niespodziewanego uczucia. Grzegorz Kozera opowiada w niej fascynująco o malarstwie, ale i o tym, że wspomnienie „niegrzesznej nocy” wcale nie musi ustępować wspomnieniu nocy grzesznej. Podejmuje też temat roli przypadku w naszym życiu. Kto wie, czy nie jest to najistotniejsza kwestia poruszona w tej książce...

Einstein twierdził, że „przypadek to Bóg przechadzający się incognito”... Myśliwski natomiast jest zdania, że nazywamy nim to, czego nie jesteśmy w stanie zrozumieć. Kozera dowodzi, że przez dziwne zbiegi okoliczności życie chce nam coś powiedzieć, nie zawsze jednak potrafimy to usłyszeć. Sens przypadkowych zdarzeń nam się wymyka.

Znad kart Co się zdarzyło w hotelu Gold przenosimy się myślą do tych momentów, gdy nieoczekiwanie los darował nam więcej, niż sobie wcześniej wyobrażaliśmy. Czasem być może zapowiadała się wielka katastrofa, a wychodziło wielkie szczęście.

Historyk Antoni Topola, w zastępstwie swojego przełożonego z kieleckiej uczelni, jedzie na kongres dotyczący migracji Żydów. Gdyby profesor się nie rozchorował, gdyby Topola nie pojechał do Wiednia, gdyby nie zamieszkał akurat w hotelu Gold – jego życie wyglądałoby inaczej. Czy lepiej?

Poza losami Żydów w XX wieku, uczonego pasjonuje malarstwo. Mógłby wykładać na historii sztuki – szczególnie na temat dzieł Schielego czy Klimta. Tak się składa, że akurat w austriackim hotelu, w którym Polak się zameldował, ginie szkic do „Kobiety leżacej” autorstwa Egona Schielego.

Kozera rozgrywa historię naukowca nie tylko na planie hotelowym: jesteśmy też na polskim uniwersytecie, na którym ciche wojenki to codzienność, na planie filmu pornograficznego, w sali konferencyjnej. Obserwujemy również spotkanie dwojga nieznajomych, którzy mają za sobą gorzkie lekcje. Dzięki nim już wiedzą, że wszystko inne blaknie, gdy między ludźmi pojawia się prawdziwa bliskość.

Daleko od domu Topola uświadamia sobie jeszcze mocniej, że jest nie w tym momencie życia, w którym chciałby być: „Już naprawdę miałem dosyć i nie zależało mi na habilitacji i tytule profesora uczelnianego, o belwederskim nie wspominając. Miałem dosyć czytania i pisania o Żydach deportowanych z polskich gett do obozów śmierci, miałem dosyć jeżdżenia do muzeum w Oświęcimiu i do Treblinki, oglądania filmów dokumentalnych i zdjęć obrazujących żydowską gehennę. Nocą dręczyły mnie koszmary, we śnie często widziałem ludzkie zjawy, idące powoli w stronę parterowych budynków, o których wiedziałem, że udają łaźnie, a naprawdę były komorami gazowymi, i budziłem się z krzykiem”.

Naukowiec ma wrażenie, że wszystko, czego doświadcza, nie jest tym, czego pragnie. Gdy go poznajemy, czuje się wyobcowany, bo znalazł się poza swoim krajem, bo ma wystapić na kongresie w nie swoim imieniu, bo jest podejrzewany o kradzież dzieła sztuki, bo amerykański historyk wytknie kielczaninowi współodpowiedzialność za mord na Żydach, który odbył się, gdy Topoli nie było jeszcze na świecie...

Na uczonego sypią się za granicą kolejne nieszczęścia, a autor książki postanawia odsłonić przed nami inne historie, z których zbudowany jest główny bohater. Dowiadujemy się o jego nieudanym małżeństwie, wchodzeniu w relacje mało partnerskie (raczej poddańcze), pisarskiej pasji, miłości do Pragi i odkrytej nagle tęsknocie za głęboką więzią z drugim człowiekiem.

Czytając powieść Kozery miałam skojarzenia z filmem „Między słowami” – spotykają się w niej bowiem młoda mężatka Magda i Antoni, sporo starszy, nieco zmęczony życiem wykładowca akademicki. Niczego od siebie nie chcą. Może poza odrobiną zrozumienia. Obydwoje są bowiem na zakręcie. Przyglądają się sobie uważnie, podobnie jak obrazom w Leopold Museum. Mają podobne poczucie piękna. Zgadzają się, że to, co dosłowne, odarte z wszelkiej tajemnicy, nie jest interesujące. Szukają nie tego, co się narzuca, a tego, co się ujawnia.

Okazuje się, że mimo dzielącego ich wieku, doświadczenia, tęsknią za tym samym. Wiedzą już, że wspólne klucze do tego samego mieszkania niczego nie gwarantują, bo tak naprawdę chodzi o to, by w kimś zamieszkać.

Są spotkania, które wydarzają się mocniej od innych. To do takich należy. Czterdziestokilkuletni mężczyzna po raz pierwszy w życiu przyzna się przed samym sobą: „Czułem jej głowę na ramieniu i niczego więcej nie potrzebowałem”. Kiedy spotykają się dwie samotności, co z tego może być?

Pytany przez Magdę, o czym będzie książka, którą chce napisać, Topola odpowiada: „Poczekam, aż temat do mnie przyjdzie. Czasami jest to olśnienie albo przypadek. Kiedyś chciałem opisać wojenną historię rozgrywającą się w kieleckim getcie, ale taką o ludziach, którzy przeżyli Zagładę. I pokazać, że mimo strasznych doświadczeń pozostała w nich nadzieja. Jednak potem uznałem to za chybiony pomysł. To, co wydarzyło się podczas wojny, jest tak straszne, że nie można tego ubierać w fikcję, żadna powieść nie odda ludzkich tragedii i cierpienia, żadna. (...) Czy można wymyślić coś bardziej niepojętego niż Holocaust? Muszę, również jako historyk, od tej tematyki odpocząć”.

Kozera czyni głównego bohatera postacią niejednoznaczną, uwikłaną w rozmaite lęki, spełniającą cudze oczekiwania i pragnącą wyzwolenia z sieci zależności. W naukowcu jest chęć zmian i strach przed nimi.

Czasem, gdy sami nie potrafimy się na nie odważyć, los nam pomaga rękami ludzi, którym kiedyś okazaliśmy życzliwość. Bo Co się zdarzyło w hotelu Gold to też książka o tym, że może nie dziś i nie jutro, ale dobra energia wraca. Uważaj więc, co wysyłasz w świat.



oceń
ocena: 5
głosów: 7
Podziel się

Opinie

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!