Recenzje

ocena

3/10

O ludziach po przejściach, czyli jak dramat zmienić w farsę

30-07-2010

  A A A
Mirosław Szyłak-Szydłowski książka: Sześć sekund
autor: Rick Mofina

Agnieszka Osiecka napisała kiedyś tekst do utworu wykonywanego m.in. przez Jana Pietrzaka, Adriannę Biedrzyńską i Zbigniewa Zamachowskiego, Justynę Steczkowską i Aleksandra Domogarova, czy zespół Raz, Dwa, Trzy, którą to piosenkę rozpoczynają słowa: „A gdy się zejdą, raz i drugi, kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością, bardzo się męczą, męczą przez czas długi..." W najnowszej powieści Rocka Mofiny, zatytułowanej Sześć sekund, jest tak, jak w tym utworze: kobiety po przejściach spotykają się z mężczyznami z przeszłością; pół biedy, gdyby tylko oni męczyli się przez czas długi, ale, niestety, wraz z nimi męczyłem się również ja.

Mieszkający w Kanadzie Mofina ma polskie korzenie – jego ojciec urodził się w jednym z najsłynniejszych ostatnimi czasy miast, Włoszczowej. Po wojnie, przeszedłszy przez obóz dla wysiedlonych, wyemigrował do Kanady, gdzie poznał swą przyszłą żonę, której rodzina, dla odmiany, pochodziła z Rosji i Rumunii. Rick, dorastający w Ontario, swoje pierwsze pisarskie szlify zdobywał już w szkole podstawowej. Studiował dziennikarstwo (praktyki odbywał w „Toronto Star") i literaturę angielską, po czym rozpoczął karierę dziennikarza. Przez trzydzieści lat pisał dla „New York Times", „Marie Claire", „Reader's Digest", „Penthouse", „The Moscow Times", „South China Morning Magazine" oraz „Sunday Telegraph", m.in. przeprowadzając wywiady ze skazanymi na śmierć przestępcami w Montanie i Teksasie. Jest członkiem wielu organizacji zrzeszających autorów, m.in. Mystery Writers of America, the International Thriller Writers, the International Crime Writers Association, the Crime Writers' Association oraz Crime Writers of Canada. W 2000 roku wydał swoją pierwszą powieść, od tego czasu napisał ich dziesięć – za dwie z nich został wyróżniony nagrodą im. Arthura Ellisa. Jego książki trafiają na listy bestsellerów i są rekomendowane przez takie sławy, jak James Patterson, Dean Koontz, Michael Connelly czy Jeffery Deaver. Ten ostatni rozpływał się nad Sześcioma sekundami tymi oto słowy: „To świetna powieść. Można ją porównać do najlepszych dzieł Ludluma i Forsytha. Mofina stworzył oryginale dzieło, które trzyma w napięciu już od pierwszej strony". Jako osoba zachwycająca się ongi Dniem szakala i Psami wojny, przeczytawszy taką opinię, oczekiwania miałem niemałe.

Mofina od samego początku nie bawi się w subtelności i mozolne zawiązywanie akcji – już we wstępie pojawia się szahidka, która, wznosząc się na wyżyny patosu, informuje, że ma zamiar pomścić unicestwienie jej świata, sprowadzając śmierć na świat nasz. Od pierwszych stron wiadomo zatem, że będzie się wiele działo, pozostaje tylko poczekać na pojawianie się tego, który nam to nieszczęsne uniwersum uratuje. I tutaj nie będziemy zbyt długo trwać w niepewności, niecierpliwie przygryzając paznokcie – oto na horyzoncie pojawia się mężczyzna po przejściach. Nieszczęśliwy jest niezmiernie, ale to bardzo dobrze, wszak nie od dziś wiadomo, że główny bohater powinien być nieszczęśliwy i zdruzgotany, wówczas jakoś lepiej wypada. Jego dramatyzm potęguje również fakt, że stracił żonę (w chwili wypadku żona była na dodatek w ciąży; niestety – ku mojemu bezbrzeżnemu zaskoczeniu - trzytygodniowego dziecka również nie udało się uratować), ma wyrzuty sumienia i zamiar skończyć ze sobą. Cóż bowiem począć, kiedy, cytuję: „Marzenia rozwiały się niczym prochy, które wyrzucił do rzeki?", zaś „kiedy otworzył drzwi, powitała go samotność"? Zdecdowanie, rozwiewające się niczym prochy marzenia oraz samotność witająca u progu drzwi mogą złamać niejednego twardziela, nawet, jeśli jest on śledczym kanadyjskiej policji konnej. Na szczęście otrzymuje on szansę odkupienia, jaką jest odnalezienie mordercy pewnej dziewczynki, w którym to przedsięwzięciu będzie mu kibicowała z zaświatów małżonka, co jakiś czas wspierająca go równie monotonnym, co krzepiącym „Nie poddawaj się, Daniel!".

Ratowanie świata w pojedynkę jest zajęciem trudnym, poza tym samotny heros marnie wygląda i wypadałoby postawić u jego boku jakąś damę, którą – pomiędzy jednym a drugim rozpamiętywaniem przeszłości – mógłby się choć trochę zaopiekować. Mofina wprowadza więc do akcji niewiastę, koniecznie z przeszłością i również po przejściach. Maggie, dla odmiany, straciła męża i dziecko, ale niezbyt definitywnie; ot, małżonek zabrał syna ze szkoły i odjechali w siną dal. Jest to całkiem niezły powód do tego, by ukazać kilka wzruszających monologów wewnętrznych, których tematem przewodnim jest: „Dlaczego mi to robisz", „Co się z wami stało?", „Gdzie jesteś?". Analogicznie, Daniel, snując się po domu, zastanawia się, „Jak żyć bez Nory?" i „Jak sobie poradzić z poczuciem winy?". Abyśmy przypadkiem nie zapomnieli, jak bardzo bohaterowie są nieszczęśliwi, otrzymujemy taki zestaw bolesnych rozważań co kilka rozdziałów. Scenarzyści „Siedemnastu mgnień wiosny", słynących z wiekopomnego „Stirlitz myśli", mogliby się wiele od Mofiny nauczyć.



oceń
ocena: 3.6
głosów: 6
Podziel się

Opinie

Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!

Szukaj w serwisie

Zakupy

O firmie| Dla prasy| Reklama| Biznes z WP| Skontaktuj się z WP| Praca| Prywatność| Polityka antyspamowa| Regulamin
Zobacz wszystkie serwisy| RSS
Copyright © 1995-2012 Wirtualna Polska