Recenzje

recenzent
Hanna Węsierska
Hanna Węsierska

ocena

5/10

Adaś Miauczyński był jeden, umówmy się

26-04-2010

  A A A

Jeśli chodzi o Kłopoty to moja specjalność, czyli kroniki socjopaty Daniela Koziarskiego, to muszę przyznać, mam mieszane uczucia. (Uwielbiam określenie „uczucia mieszane”. Nie wraża nic, nie kategoryzuje jasno, niby nic nie znaczy, a wszystko można pod nie podpiąć.) Trudno mi jasno się określić, trudno mi zadeklarować, trudno mi powiedzieć, żeby to była książka zła. Nie mogę tez przyznać, żeby była też rewelacyjnie dobra. Pozycja ta jest ani śmieszna, ani smutna, ani odkrywcza, ani zaskakująca. Dodatkowo zdecydowanie wtórna, i nie zgodzę się z tymi którzy uprą się, że Tomasz Płachta (główny bohater i narrator powieści) to postać świeża w literaturze, nowa i warto ją zauważyć. Tomasz Płachta to popłuczyny po Adasiu Miauczyńskim, przepięknie zbudowanej przez Koterskiego, a genialnie przez Kondrata zagranej postaci. I to Adaś był pierwszy. Tomek Płachta to już nic innego ponad jego marne odbicie. To taka postać wyposażona kropka w kropkę w te same co Adaś cechy, ten samy rys psychologiczny, podobne neurozy.



Wielkie mi żeś odkrycie uczynił Danielu Koziarski, no doprawdy. Zastanówmy się: czy Kroniki socjopaty to książka marna? Wtórna i nijaka? Niekoniecznie. Jest w książce czasem śmiesznie, choć przewidywalnie, są gagi lepsze i gorsze, jak lepsze i gorsze epizody wieloodcinkowego serialu. Wszystko w tonacji filmu "Nic śmiesznego”, z lekko czarnym, mocno ironicznym poczuciem humoru. Napisane dobrze, zwinnie, przez autora, który widać nie ma problemu ze sprawnym budowaniem scenek, napięcia, a co ważne nie gubi wątku, i nie zapomina o puencie. Ma dystans do siebie, świata wokół, i umie śmiać się z pozoru nie śmiesznych sytuacji. Znaczy że Kroniki socjopaty to świetne czytadło i genialna lektura? Też niekoniecznie. Jako scenariusz podrzędnego sitcomu, owszem. Takiego bez wodotrysków, ale też nie będącego jednocześnie serialem o rodzinie jedzącej trzy razy dziennie zupę i pijącej herbatę w niedzielę. Czy przygody sfrustrowanego Tomka, z obsesją na punkcie niezapiętego rozporka, mogą rozbawić do łez? Tylko tym, że co rusz bohater sprowadza sobie na głowę kataklizmy, ściąga pecha i popada w konflikty z najbliższymi? I tak non stop przez trzysta stron?



Po pierwszych uśmiechach powtarzalność pomysłów, w kolejnej zaserwowanej opowieści o nieudaczniku i jego beznadziejnych znajomych, zaczęła mnie zwyczajnie męczyć. Śmiem twierdzić, że pomimo zbudowania fajnych postaci, autor nie przyłożył się do stworzenia inteligentnych i odrobinę bardziej niż to wyszło, zaskakujących sytuacji, w których bohater znaleźć by się mógł. Owszem wiem, to książka o zwykłym życiu, o jeżdżeniu kolejką SKM, kupowaniu gazety w kiosku, poszukiwaniu kobiety idealnej, i codziennych lękach. Dusigroszach, introwertykach, homofobach, dziwakach i hipokrytach. Tak tak, to wszystko prawda. Tylko, ze materiał ten w takiej formie nie musi sprowadzać się do trzystu stron, tak jak serial nie musi mieć od razu 789 odcinków. Adaś Miauczyński był jeden. I każdy kolejny będzie tylko jego marną kopią z lekko wyblakłymi numerami seryjnymi.

oceń
ocena: 0
głosów: 0
Podziel się

Opinie

Ocena: 0 [0]
~Patryk [2007-10-26 00:00]

Rob, ale to Ty się upierasz, że to realistyczna powieść obyczajowa; mam wrażenie, że nie odbijamy się od ściany do ściany, tylko, że ja do ściany mówię. ;) No i, mój drogi, czy zauważasz, że z jednej strony oburzasz się na to, że Koziarski napisał książkę, a z drugiej chcesz, żeby zaraz się mierzył z Hellerem czy Fielding? To tak, jakby do debiutującego filmowca mieć pretensje, że nie zrobił filmu na miarę Scorsese. Spokojnie! Nie zapominaj, że klasyczny bohater Allena jest sympatycznym nowojorczykiem, neurotyzm bohatera ,Kronik’ jest irytujący, mamy przecież do czynienia z Polakiem-malkontentem, stąd i taka zapewne konwencja książki. Nie będę tu wyłuskiwał fragmentów z książki, żeby podpierać nimi swoją subiektywną jej ocenę, ale jak dla mnie np. rozdział z supermarketem jest pełen smakowitych kąsków. To tyle, na dzisiaj, a może w ogóle. Pozdrawiam. ;)

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~rob [2007-10-23 00:00]

do patryka - wiec jak to w koncu jest, przerysowana groteska czy realistyczna powiesc obyczajowa, bo obijamy sie od sciany do sciany:)Z tym monthy pytonem wyraznie mnie nie zrozumiales, bo uzylem tego skrajnego przykladu, dla odparcia twoich zarzutow o moje rzekome zamilowanie do jakiejś poważnej, martyrologicznej poetyki. Oczywiscie, ze do tego rodzaju powiesci takie chwyty nie pasuja, wciaz jednak z uporem maniaka wracam do tej lekkosci, swiezosci, do tego "zefirku" ozywczego, ktorego sie domagam, jako ratunku od nudy i powtarzalnosci, chocby ze strony Pytonow:). Nie odmawiam Koziarskiemu swiadomych zabiegow, zamyslu stylistycznego, ale jesli tak jest w istocie to udalo mu sie to az za bardzo. Tak doskonale imituje kostyczny, nudny, ciezki styl - nie tylko dialogow ale i narracji - ze ksiazka jest poprostu napisana w kostyczny, nudny, ciezki sposób. Jesli to swiadomy zabieg, to gratulacje, ale nie wiem jaki byl tego cel. Patryk, czy Ty czytales chocby Paragraf 22 albo - moj Boze - chocby Dzienniki Bridget Jones:)? Czy naprawde i szczerze uwazasz, ze Koziarski moze nawet stajac na palcach siegacc rzemieslniczej sprawnoscia autorki tej ostatniej ksiazki (o Hellerze wogole nie wspominam). Jesli powiesz , ze tak to rzeczywiscie jest miedzy nami bezdenna przepasc:). PS. nie wiem co uwazasz za "allenowskie" klimaty, ale dla mnie Woody Allen to ojciec typu humoru, ktory najbardziej lubie i jego niby duszne, neurotyczne klimaty, co jakis czas skrza sie blyskotliwym i zaskakujacym dowcipem typu scena kiedy cierpiac na klaustrofobie dusi sie w zamknietej windzie: "Cale zycie przesuwa mi sie przed oczami. Gorzej, jade uzywanym samochodem" - podaj mi chociaz jeden przyklad takiej perelki u koziarskiego. pozdrawiam:)

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~Patryk [2007-10-19 00:00]

Nie mam zamiaru kłócić się o ocenę książki, bo jest to oczywiście sprawa indywidualna. Dla Ciebie jest to propozycja napuszona, pretnesjonalna, przewidywalna, dla mnie zabawna, ożywcza, świetnie utkana historia. Myślę, że propozycje, które budzą skrajne emocje wśród czytelników bronią się już choćby z tego tytułu, niezależnie od tego, która ze stron jest bliżej racji. Jakie intencje miał autor, wie on sam jeden, ale pozwolę sobie zauważyć, że Ty z góry odmawiasz Koziarskiemu świadomych zabiegów, stajesz na pozycjach frontalnego, zmasowanego ataku, obudowanego niemal personalną niechęcią. Mruganie okiem ma to do siebie, że nie do wszystkich dochodzi jego sens, niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z książką, filmem, czy też zwykłą towarzyską rozmową. A co Monthy Pytona, to ja osobiście nie mam oczekiwań, żeby powieść obyczajowa częstowała mnie surrealizmem. Jeśli wspomniałem, że wynudziłbym się – czy może trafniej – źle czułbym się w Twoim towarzystwie, nie znaczy to, że szukam potwierdzenia swoich poglądów w rozmowie, nie zrozum mnie źle... Po prostu czułbym się dziwnie, gdybym podczas rozmowy, w allenowskiej konwencji, zaczął opowiadać o swoich neurozach i obsesjach, a Ty wziąłbyś mnie za napuszonego męczącego faceta i oczekiwał, że od męki spotkania ze mną wybawi Cię pojawienie się rycerza szukającego drogi na Grunwald. Nie tędy droga.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~rob [2007-10-18 00:00]

do Patryka - ciesze sie, ze stepiles nieco ostrze swoich polemik, ze nie w nich juz wyzwysk, co dobrze sluzy kazdej rozmowie:). Nie wiem tylko dlaczego tak na Boga uczepiles sie tych "wspomnien starych politykow" , "stuletnich noblistek" i gdzie u mnie dojrzales upodobanie do tego rodzaju klimatow. Jesli mam cos za zle Kozairskiemu, to nie brak nobliwej, statecznej atmosfery, ale wlasnie - powtarzam - NAPUSZONY JEZYK (i nikt mnie nie przekona ze to jest choc sladowo zabawne), przewidywalnosc, powtarzalnosc, nieporadnosc w operowaniu slowem , nie mowiac juz o tworzeniu postaci i budowaniu sytuacji. I w tym wszystkim jest on znacznie blizszy wspomnieniom przedwojennego urzednika poczty w Radomiu, niz Ci sie zdaje. Tresc, ktora ma byc niby zabawna nic tu nie zmienia. Rownie dobrze moglbym zasmiewac sie z opowiesci dziadka, ktory z rozbawiona mina przez bite dwie godziny opowiada przesmieszna historyjke, jak to zdrzemnawszy sie w parku zauwazyl, ze zgubil swoja biala furazerke i jak sie w koncu okazalo, ze nadal ma ja na glowie. Toi tez groteska i nie ma tu zadnego mrugniecia okiem, zadnej lekkosci, wdzieku, bo groteska moze byc tez ponura, nudna, a nawet grozna (vide: niektore nowele Dostojewskiego), ale mam wrazenie, ze Koziarskiemu nie o to jednak chodzilo. Mnie nie brakuje "mądrych, przeładowanych tragizmem i uduchowionych wspomnien". I nie na darmo wspomnialem w poprzednim mailu Monthy Pytona, bo ja czekam na element prawdziwego zaskoczenia, jak nieoczekiwane pojawienie sie kardynala Jimeneza z inkwizytorem w srodku skeczu o tym, jak pani Brown slucha z sasiadka audycji radiowej o zwierzetach! To ja nazywam ozywcza groteska. W ksiazce Koziarskiego ani razu nie powialo chocby lekkim zefirkiem z tego keirunku. Smutne. ps. nie wiem czy wynudzilibysmy sie, ja nudze sie zazwyczaj w towarzystwie osob, ktorzy maja poglady podobne do moich, Ty jak widze szukasz gl. potwierdzenia wlasnych, chyba ze ta uwaga o przepasci to miala byc kolejna (tym razem bardziej zakamuflowana) ....nazwijmy to "usczypliwosc" pod moim adresem:)

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~Patryk [2007-10-17 00:00]

Nikt nie ma tutaj zamiaru do niczego przekonywać, spór jest faktycznie nierozstrzygalny. Jak dla mnie jedno jest pewne, Polacy generalnie nie potrafią śmiać się z samych siebie i to, że ktoś robi groteskę ze swojego życia na potrzeby literatury jest dla mnie generalnie fajną by nie rzecz fantastyczną sprawą (choć z drugiej strony ja nie doszukiwałbym się w tym na siłę nawet skrzywionej autobiografii, to że parę faktów się zgadza, znaczy dokładnie tyle co nic). Dziwne dla mnie, jeśli widzisz w tym groteskę, a z drugiej strony nie dostrzegasz mrugnięcia okiem - być może nie podobny problem miałbyś ze zgłębieniem tajemnicy Poliszynela. A może w ogóle nie znosisz młodych autorów, może według Ciebie literaturą powinni zajmować się tylko stare pryki i stuletnie noblistki, którzy przeżyli dziesięć wojen, tysiąc chorób, wysiedlenie i Bóg wie jeszcze co; może z łapotoligiczną konsekwencją i natchnioną powagą powinni zapisywać swoje mądre, przeładowane tragizmem i uduchowione wspomnienia, szykując strawę duchową dla osób tak wybrednych jak Ty. Dla mnie ta książka to na swój sposób oryginalna, bardzo zabawna, błyskotliwa wręcz rzecz. Pozostaniemy przy swoich zdaniach. Prawdopodobnie, gdybyśmy kiedyś się spotkali w życiu, wynudzilibyśmy się śmiertelnie w swoim towarzystwie. Na szczęście dla każdego z nas, dzieli nas przepaść.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~rob [2007-10-14 00:00]

ad. wypowiedzi patryka, w odpowiedzi na moja poprzednia wypowiedz:). Niestety spor jest nierozstrzygalny, bo to kwestia smaku, literackiego sluchu, ze tak powiem, wyczulenia na te watla granice , ktora dzieli zwykla nieporadnosc w pisaniu od zamierzonego efektu komicznego. Ta granica jest jednak w przypadku Koziarskiego dosc solidna i oddziela go od autorow poslugujacych sie finezyjnie i celowo stylistycznymi "nieporadnosciami" tak mocno jak Monty Python rozni się od wystepow Andrzeja Leppera. Oczywiscie nikt tu nikogo, do niczego nie przekona, bo jak powiedzialem to kwestia smaku, gdzie jednemu podoba sie zielone, a drugiemu czerwone z zolte ciapki, ale swoja droga dosc solidnie przewertowalem te ksiazke, napisana jak sie juz rzeklo tragicznie napuszonym jezykiem w poszukiwaniu tego "mrugniecia okiem", tej odrobiny wdzieku w poslugiwaniu sie ta szczegolna metoda, ale napotykalem jedynie ponura konsekwencje, wysilone grepsy, sytuacje moze i nieprawdopodobne na sposob groteskowy, ale przy tym, ani odrobine zabawne.... Coz, taki jest swiat. Jeden z przekonaniem glosuje na Pis, inny na Lid i uwazaja obaj ze maja racje. Chociaz nie, jest jedna roznica, ja nikogo nie nazywam ignorantem, a poslugiwanie sie takim jezykiem jest typowe, dla amatorow w tej dziedzinie:). ps. Pisanie w pierwszej osobie oczywiscie nie dowodzi, ze autor opiera sie na swoich przezyciach, ale spiesze doniesc ze autor urodzil sie i mieszkal w Trojmiescie, studiowal prawo i zgadza sie tez kilka innych faktow z jego zycia, bo tak sie smiesznie sklada, ze tez jestem z trojmiasta i calkiem przypadkowo... naszego autora, choc przyznaje bardzo pobieznie. Ale chocbym i nie znal, doswiadczenie "ignoranta" w dziedzinie literatury uczy mnie, ze gros polskich mlodych autorow, piszac czerp[ie pelnymi garsciami z wlasnych ubogich zazwyczaj doswiadczen, usilujac ustylizowac je w na rozne sposoby. pan Koziarski np. postanowil zrobic ze swojego zycia groteske. Dla mnie - upieram sie - ponura, nudna i przedstawiona bez cienia wdzieku.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~Patryk [2007-06-29 00:00]

Ale prostacki komentarz roba... Nazywać fikcję literacką wspomnieniami autora i analizować groteskę z punktu widzenia rachunku prwdopodobieństwa może tylko ignorant. Dla Twojej informacji rob, to że autor pisze w pierwszej osobie nie znaczy wcale, że to książka o nim, a język też bywa elementem stylizacji, jest w tym wypadku tak napuszony jak (anty)bohater tej książki, prosta konsekwencja. Ty nie jesteś ponurakiem, Ty jesteś właśnie ignorantem. Zajmij się czytaniem biografii starych polityków, jeśli nie jesteś w stanie przełknąć całkiem niezłej powieści współczesnej.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~rob [2007-05-15 00:00]

Co sie z Pania stalo??? Genialnie rownala Pani z ziemia (w pelni zasluzenie), nie tylko Przepiere czy Czarnote, ale nawet Gretkowska czy Masłowska i tu nagle taki przymilny, niesmialy komentarz na temat takiego gniota??? Bohaterowie tej ksiazki nie mowia, tylko "skrzypia" jak to genialnie ujal kiedys Baranczak (jeszcze nigdy chyba nie spotkalem sie z tak sztucznym , napuszonym, pozbawionym lekkosci i krwistosci jezykiem), sytuacje sa przewidywalne jak pogoda w listopadzie, a ilosc nieprawdopodobienstw, dziwacznych zbiegow okolicznosci z serii "swiat jest maly" po prostu przeraza!!! Co do poczucia humoru to oczywiscie sprawa jest bardziej zlozona, bo oczywiscie kazdy ma prawo do swoich odczuc. Niech wiec juz bedzie ze jestem skonczonym i beznadziejnym ponurakiem, bo przez caly czas lektury ani razu nawet lekko sie nie usmiechnalem (nawet z glupoty i nieporadnosci autora - a to juz duzy wyczyn). PS. Nie wiem co to za maniera, zeby 20 - kilkuletni, nikomu nieznany, nie legitymujacy sie zadnym dorobkiem, a nawet jakimis bardziej spektakularnymi wydarzeniami w zyciu pisal wspomnienia??? Najprawdopodobniej wlasne (jakos tam upiekszone w pokraczny sposob), bo watpie zeby starczylo mu wyobrazni, na stworzenie wlasnego swiata z wykreowanymi od podstaw bohaterami.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~krepol [2007-04-07 00:00]

Dynamika zdarzeń na tej stronie jest porażająca. Zmianiają się osoby, tytuły, tylko komentatorów mało. Podpisano: Adam Konrad Miarczyński ałtor

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~alonso [2007-04-07 00:00]

Szanowni respondenci. Nie proponujmy recenzence samobójstwa. Dziewczyna się może jeszcze czegoś nauczyć.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~szacuneczek [2007-04-07 00:00]

Szacuneczek dla wp.pl, poprawili dramatyczne literówki. Dziękii temu Konrad nazywa się Kondrat itd.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~Fąfer [2007-04-07 00:00]

Psychoterapia. Szanowna Pani recenzentko! Istnieją pewne standardy recenzji. Żal, że ich Pani nie zna. Wyobrażam sobie, jak recenzuje Pani Henry Portiera, któren powinien pójść do szkoły, a nie na miotle latać. PS. Wykształcenie nie ma znaczenia (technikum, liceum), wystarczy umiejętność czytania i pisania.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~Fąfer [2007-04-06 00:00]

W dziele widzę odniesienie do Słowackiego. I recenzentka też to widzi. Konrad - pozdrawiam, jestem z Tobą całym sercem !

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~alonso [2007-04-06 00:00]

po prosyu nic śmiesznego; a recenzentka do technikum, liceum albo innej szkoły wyższej

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~alonso [2007-04-06 00:00]

Co to znaczy "nie wraża" (trzecia linijka recenzji)? Czy jest to odniesienie do wroga, czy ciosu (wrażyć kogoś włócznią)? A kto to jest Adaś Miarczyński (linijka przedostatnia)? Zgłaszam swoją kandydaturę na płatnego recenzenta wp. Pozdrawiam - Nic śmiesznego

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~hienio [2007-04-06 00:00]

haniu, wyp....ędzaj!!!

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~Wanted [2007-04-06 00:00]

Pisze się *Miauczyński* droga Haniu.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~cizkens [2007-04-06 00:00]

Jestem w trakcie czytania tej ksiazki i uwazam ze jest swietna. Identyfikuje sie z bohaterem bo mamy podobne cechy. Rewelacyjna ksiazka na poprawienie humoru. Polecam

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~alonso [2007-04-06 00:00]

MANEK Ja tych filmów nie byłem w stanie oglądac a książki przeczytać. Ale recenzja mnie zachwyciła. Lubię się bawić takimi bublami :)

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~tombull [2007-04-06 00:00]

Pomijając żenujące jak dla kogoś, kto się zajmuje recenzowaniem książek pomyłki, należy jeszcze postawić pytanie: czy rzeczywiście Adaś był tylko jeden? Filmowa postać Koterskiego ma przecież różne wcielenia i nie można stwierdzić, że w każdym filmie ma taki sam "rys psychologiczny". Jeszcze żeby się przyczepić do autorki recenzji, która tak wychwala Adasia, wykreowanego przez "Konrada"- porównuje książkę do "Nic śmiesznego" a tam przecież Adasia grał Pazura. Podsumowując - nie mam "mieszanych uczuć" co do tej recenzji - jest beznadziejna.

odpowiedz

Szukaj w serwisie

Zakupy

O firmie| Dla prasy| Reklama| Biznes z WP| Skontaktuj się z WP| Praca| Prywatność| Polityka antyspamowa| Regulamin
Zobacz wszystkie serwisy| RSS
Copyright © 1995-2012 Wirtualna Polska