
Tomasz Lis tym razem wziął na warsztat fenomen brutalizacji języka politycznego, która w Polsce następuje ostatnio z niespotykaną dotychczas szybkością i na ogromną skalę. Temat wdzięczny, zwłaszcza dla kogoś, kto z tych czy innych powodów obecnej władzy nie darzy sentymentem. Łatwo zatem o zarzut braku obiektywizmu. Po pierwsze jednak, z samej swej natury, publicystyka jest dziedziną mocno subiektywną. O tym, czy ktoś jest dobrym publicystą, decyduje nie tylko wyrazisty styl, ale przede wszystkim wyraźne, indywidualne poglądy na rzeczywistość, do prezentacji których sprawność warsztatowa jest jedynie narzędziem. Jedna z największych dziennikarskich sław w naszym kraju poglądy ma sprecyzowane i prezentuje je konsekwentnie. Przy okazji umie jednak dostrzec szerszy problem, który dotyczy wszystkich aktorów sceny politycznej, bez względu na barwy. Jest to hipokryzja, obłuda i instrumentalne traktowanie zarówno swojej funkcji, jak i wyborców, którym się ją zawdzięcza. Diagnoza nie nowa i sama w sobie niezbyt szokująca, jednak, dzięki minifelietonowej strukturze książki znakomicie uargumentowana i przez to przykuwająca uwagę Czytelnika dobitnością.
Dokładając politykom, prawda, że nie zawsze po równo, autor nie zapomina jednak i o drugiej stronie barykady. Wyborcy, elektorat, społeczeństwo – nazywajmy, jak chcemy – dostają takich polityków, na jakich zasłużyli. Jest to sugestia nie pozbawiona logicznych podstaw, niestety. Słusznie wyrzuca się obywatelskiej Polsce bierność, marazm, brak inicjatywy, ucieczkę w łatwą kontestację.. Nie wszystko da się zwalić na krotki staż naszej wywalczonej w pocie czoła demokracji. Nie sposób nie zauważyć wszechobecnej bezmyślności, podatności na populistyczne hasełka, a czasem wręcz prawdziwe polityczne „gruszki na wierzbie”.
Chwali się Lisowi, nie ze wszystkim udana, próba zachowania szerszej perspektywy. Jego poglądy można podzielać lub nie, tezy popierać lub odrzucać, ale sukcesem jest fakt, że nie pozostawiają odbiorcy obojętnym. Chwila wywołanej nimi refleksji być może szybko przeminie, ale może też przynieść nieoczekiwane owoce. Poza wszystkim, obcowanie z tą publicystyką, osadzoną w szerokim kontekście zarówno politycznym, jak i kulturowym, błyskotliwą, ciętą, zabawną, a z drugiej strony przepojoną szczerą troską o stan polskiego państwa i społeczeństwa, jest prawdziwą przyjemnością. Zaiste, trzeba być głupcem, by zrezygnować z okazji przełknięcia tak zgrabnie podanej, choć gorzkiej, pigułki.
NPB("005");
Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!

