RSS

Wywiad

Być Polką w Korei - z Anną Sawińską rozmawia Katarzyna Zielińska

14-05-2012 | Książki WP

  A A A
Być Polką w Korei - z Anną Sawińską rozmawia Katarzyna Zielińska
"__wlasne

Koreańczycy są bardzo religijni. W religii szukają oparcia, którego nie znajdują w relacjach z innymi?

Kościoły i sekty w Korei to przede wszystkim ogromne pieniądze i ogromna polityka.

A już myślałam, że Koreańczycy i Polacy to jedna rodzina – łączy nas katolicyzm, skłonność do alkoholu, martyrologiczne spojrzenie na własny naród…

Brutalność japońskich najazdów i okupacji Korei przez Japonię ma skalę porównywalną z Holocaustem, więc na poziomie historycznym rzeczywiście możemy się zrozumieć. Koreańczycy dobrze też znają postać Lecha Wałęsy, wiedzą o naszej ponurej przeszłości i w jakiś sposób się z nią identyfikują.

Rzeczywiście w Korei istnieje fenomen męczennictwa. Koreańczycy mają dużą skłonność do skupiania się na tych bardziej negatywnych stronach swojego życia, ich zbytniego wyolbrzymiania. W tutejszych serialach stopień dramatyzmu aż wycieka z ekranu. Kobiety płaczą, krzyczą, histeryzują. Mężczyźni policzkują, podnoszą głos, trzęsą się z gniewu. Bycie szczęśliwym i uśmiechniętym jest nie na miejscu, nie jest w dobrym tonie. Takie podejście do życia wynika prawdopodobnie z wielu lat rygoru, jaki narzucił koreańskiemu społeczeństwu abmitny plan rozwoju gospodarczego. Od każdego oczekiwano ciężkiej pracy, wielu wyrzeczeń, akceptacji swojej doli dla dobra narodu i przyszłych pokoleń. Korea w bardzo krótkim czasie przeobraziła się w potęgę gospodarczą, ale mentalność Koreańczyków pozostała taka sama.

Wcześniej chciałam zapytać, czy żyjąc w takiej kulturze, jak koreańska, można być w ogóle szczęśliwym. Ale wobec powyższego to chyba nietrafione pytanie.

Wydaje mi się, że Koreańczycy nad tym się po prostu nie zastanawiają. Istotne jest nie szczęście samo w sobie, a wypełnianie swojej roli według rytmu i tak, jak oczekuje tego społeczeństwo. Każdemu etapowi życia, mierzonemu według przeżytych lat, towarzyszy pewne zadanie, które należy wykonać (studia, praca, małżeństwo, potomstwo). Jeżeli oczekiwania te nie są spełnione w określonym przedziale czasowym presja otoczenia może okazać się dla wielu nie do zniesienia. Poczucie satysfakcji i dobrze spełnionego obowiązku jest czymś, co w Korei można określić mianem szczęścia.

Skąd więc w Korei najwyższy wskaźnik samobójstw na świecie?

Historycznie wysoki wskaźnik samobójstw zaobserwować można w krajach, które doświadczyły industrializacji. Zaciekła konkurencja powoduje, że ludzie posuwają się do nieludzkich wyrzeczeń i w pewnym momencie nie potrafią już sobie z tym poradzić. W Korei następstwem niezwykle szybkiego rozwoju gospodarczego jest też mnogość poważnych problemów społecznych. Odbierają sobie życie ludzie młodzi, którzy pod wpływem ogromnej presji i oczekiwań społeczeństwa odczuwają brak kontroli nad swoim własnym życiem. Zabijają się nadludzko wykorzystywani celebryci, którym odbiera się praktycznie osobowość, żeby zaspokoić wyobrażenia widza, a czasem nawet zmusza do seksu z osobami, które liczą się w przemyśle rozrywkowym. Zwykli Koreańczycy często popełniają samobójstwa w czasie kryzysów finansowych, nie mogąc poradzić sobie z konsekwencjami dekoniunktury. Być może to zbyt szeroko zakrojona teoria, ale mam wrażenie, że Koreańczycy nie cenią tak bardzo życia, jak my. Śmierć nie jest najgorszym możliwym rozwiązaniem. Zdarzyło się kilka razy, że ktoś z mojej pracy lub pracy mojego męża, ot tak po prostu, pewnego dnia zniknął. Bez żadnych sygnałów ostrzegawczych, bez prób rozmowy, bez żadnych większych życiowych kataklizmów. Nie wiadomo dlaczego – brak poczucia sensu życia, na które składają się ciągła praca i picie?

Brak głębszych relacji z dziećmi, między małżonkami?

W większości przyypadków kobieta i mężczyzna nie są dla siebie partnerami emocjonalnymi. Małżeństwo jest w dużej mierze wynikiem chłodnej kalkulacji predyspozycji człowieka do spełnienia swojej funkcji (kobieta jako żona i matka oraz mężczyzna jako głowa rodziny). Prawdziwe współgranie charakterów, pokrewieństwo dusz nie ma aż tak wielkiego znaczenia. Kobieta i mężczyzna żyją ze sobą, ale często tak naprawdę obok siebie, wykonując sumiennie swoje własne role. Stąd też dzieci to domena raczej kobiety i to z nią dzieci mają pełniejszą relację. Ojcu ofiarowuje się za to szacunek za poświęcenie swojego życia, żeby utrzymać rodzinę.

Mam wrażenie, że w tutejszej kulturze wszystko jest „nie tak”…

To zachodnie podejście.

Sami Koreańczycy są bardzo dumni ze swojej kultury, pięciotysiącletniej tradycji. Są przekonani, że ich język jest jednym z najtrudniejszych na świecie. Jedzenie też nie ma sobie równych, kimchi [tradycyjne danie koreańskie składające się przede wszystkim z kiszonej kapusty pekińskiej] jest dobre na wszelkie problemy zdrowotne, łącznie ze świńską grypą. Duma z postępu gospodarczego, kultury i dokonań Korei na arenie międzynarodowej mogą być przez nas czasem odczuwane jako przejaw dosyć gorszącego etnocentryzmu. W tym podejściu jednak nie ma żadnej nienawiści, agresji czy programowego manifestu przeciwko innym nacjom. Oczywiście Koreańćzycy dostrzegają pewne bolączki nękające ich społeczeństwo,  ale i tak nie zamieniliby swojej kultury na żadną inną.

Wyobraża sobie Pani powrót do Polski po dziesięciu latach życia w Korei?

Być może, ale na to jest jeszcze za wcześnie. Mojego męża  nie przeraża wizja zamieszkania w Polsce. Wręcz przeciwnie – bardzo podoba mu sie Kraków, przepada za polską kuchnią. Znam młode małżeństwo we Wrocławiu, Polkę i Koreańczyka, którym niedawno urodziła się dwójka dzieci. Magda wysyła Janka (to jego polskie imię) do urzędów, bo jak twierdzi, urzędnicy traktują go lepiej niż ją. To napawa optymizmem. Z drugiej strony słyszałam o Polce, która została wyklęta ze swojej miejscowości, bo „zadała się” z Koreańczykiem. To oblicze Polski, którego, szczerze mówiąc, trochę się obawiam.

Czego nauczyła się Pani od Koreańczyków?

Wytrwałości, cierpliwości, powściągliwości i ostrożności w osądzaniu tego, czego doświadczam. Na pewno też stałam się bardziej wyrozumiała, potrafię podchodzić do wielu rzeczy z dużym dystansem i humorem.

W Korei uwierzyłam też w siebie, w swoje możliwości. Tutaj ludzie zamiast umniejszać innym i uwypuklać swoje dokonania, starają się widzieć w drugim człowieku te dobre strony i je eksponować. O sobie mówią mało i z dużą skromnością. Właśnie w Korei zaczęłam wierzyć, że mogę dokonać więcej niż mi się wydaje. W Korei odnalazłam spokój ducha.

poprzednia poprzednia 1 2 3 z 3

Tagi: anna sawińska, korea południowa, w korei

oceń
32
8
Podziel się

Opinie

Ocena: -1 [3]
~ja [2016-01-27 02:21]

mieszkalam siedem lat w japonii i prawie rok w koreii. co ta kobieta mowi i prawdopodobnie pisze to wyolbrzymianie problemow korei. bzdury. dodam ze moj maz to tez koreanczyk. szkoda mi jej meza, ona jego kraju nawet nie szanuje, mowi ze koree lubi a zaraz na koree psy wiesza. to klamstwo ze lubi -lubie tylko wygode.

odpowiedz

Ocena: -15 [37]
jinju [2012-05-30 15:52]

Jeśli książka jest taka, jak blog tej pani - to hipokryzja się aż wylewa.. Na blogu opluwa wszystko, co koreańskie, a w wywiadzie się zachwyca i próbuje przekręcić wcześniejsze opinie - jakież to wstrętne, niskie i prymitywne.. Zmienia zdanie w zależności od okoliczności, generalizuje i wszystko opisuje poprzez pryzmat swojego zakłamanego, zakompleksionego świata. W życiu nie czytałam większych bzdur. Jest mi niedobrze, jak to widzę. Jak to się mówi; każdy sądzi po sobie, więc może stąd te zjadliwe opinie na temat wszystkiego, co koreańskie. Może te opluwanie związków małżeńskich wynika z problemów we własnym. Coś jest nie tak z tą panią. W każdym razie obraz Korei, który maluje swoim chorym umysłem mocno różni się od rzeczywistości.. Znowu wstyd i żenada za polaków na obczyźnie..

odpowiedz

pokaż 6 ukrytych odpowiedzi

Ocena: -2 [2]
~iar [2013-03-03 12:24]

nie powiem ze sie zgadzam. znam inna koree a takze w niej mieszkam.

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: -1 [1]
~koreandream [2015-08-29 21:04]

także znam inną Korea choc nie byłam nigdy tam ale mam styczność z Koreańczykami/Koreankami i są oni bardzo przyjaźni i ciekawi świata może nie wszyscy bo nie bywam z nimi na co dzień ale wydaje mi się że pani przesadziła i przedstawiła w bardzo złym świetle aż mi sie źle zrobiło gdy przeczytałam ten artykuł, uczę się koreańskiego i chciałabym zamieszkać tam całe szczęście ten artykuł nie zniechęca mnie.

odpowiedz

Ocena: -2 [2]
~michał [2013-08-19 01:04]

Powiem tak dla europejczyka jest lżej żyć w japoni bo mimo wszystko są bardziej otwarci na obcych i wyrozumiali taka prawda Korea to bardziej homogeniczny kraj a już wogle gorzej mają kobiety w kraju w którym facet ma tyle ma do gadania przestudiowałem te blogi i to się wybija niestety na plus to ta ich praktyczność w życiu ale różnice kulturowe spore pozdrawiam serdecznie.

odpowiedz

Ocena: 0 [6]
~Weronka [2012-06-07 22:30]

Koreańczycy nie znają kultury ani historii Polski.Wiadomości na ten temat (jeśli ktos jest zainteresowany) czerpią z niemieckich żródeł.Nie wiedzą ,że była wojna ,że Niemcy mordowali Polaków,że był ktoś taki jak Hitler czy Stalin.Żyją w swoim świecie, w swojej kulturze i nie są zainteresowani Polską ani Europą.Wiem ,bo od 15 ma męża Korerańczyka ,byłam w KOREI i gościłam ostatnio młodą Koreankę-siostrzenicę męza.

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: +22 [24]
~zibs [2012-06-01 00:20]

Właśnie rozmawiałem z moja żona koreanka na temat tego wywiadu I niestety nie mogę się zgodzić z częścią pani wypowiedzi. Możliwe poprostu że mieszka pani w seoulu, a wiadomo jak to jest w molochach, albo po prostu znam koreę z troszeczkę innej strony. Znam akurat wiele niezależnych kobiet, znam też pary wychowujące dzieci nie w kulturze konsumencko-konkurencyjnej, znam też mężczyzn którzy nie chodzą burdelow I nigdy w nich nie będą. Ot inne doświadczenie czy po prostu inna Korea?

odpowiedz