Felieton

Szczynukowicz, czyli o apokryfach

06-08-2010 Książki WP

  A A A
Szczynukowicz, czyli o apokryfach
wp
Ale możemy jeszcze niżej zejść po drabince obłędu. Osip Szczynukowicz bowiem to bękart. Jego matka, córka popa, została zgwałcona przez Franciszka Branickiego, męża Aleksandry von Engelhardt, wedle wcześniejszych narracji tego rodzaju – nieślubnej córki Katarzyny II; kobiety nie tylko nikczemnego pochodzenia, ale i w dodatku garbatej. Zgwałcona popówna tatuuje na plecach dziecka herb Branickiego, Korczak – co wiadomo ze wspomnianej już kartoteki jenieckiej Szczynukowicza.

Pomysł nie jest nowy: na internetowej „Liście żydów w zniewalanej Polsce" Komorowscy to „cały klan żydowskiego rodu", a pewien Żyd dokładnie tak jak Szczynukowicz wysyła na Sybir rodzinę Dzierżyńskich i podaje się za ich syna, Feliksa. Ale tutaj bogactwo szczegółów i rozmach szaleństwa są jednak bezprecedensowe.

Siła tej opowieści wynika z wiary (skądinąd absurdalnej) w wynikanie etyki z pochodzenia, we wspólnotę krwi, która oddziela dobrych „naszych" od złych „obcych"; krew jest – jak w nazistowskich fantazmatach – nosicielką charakteru, syn zdrajcy będzie zdrajcą (nieprzypadkowo w tej samej opowieści syn Szczynukowicza wydaje Łupaszkę NKWD), podobnie jak wnuk zdrajcy i kolejne pokolenia. Zatruta krew jest nieuleczalna i zawsze ujawni się w występku. Wszystko zgadza się doskonale, począwszy od imienia i nazwiska: Osip, jak znienawidzony ambasador Katarzyny II, Ingelström, ale i jak Żyd Mandelsztam; Szczynukowicz jak prorosyjski Janukowycz, ale i jak szczyny, zatem nazwisko mówiące, jak u postaci z oświeceniowej komedii czy jak Smierdiakow u Dostojewskiego. Oczywiście bolszewik, i to dywersant – a zatem walczący nie rycersko, a skrycie; w armii Tuchaczewskiego też nie jest żołnierzem, tylko czekistą. Łamie święte prawa gościnności, mordując chroniących go gospodarzy. Ale i on jest tylko dziedzicem występku: płynie w jego żyłach krew targowiczanina. I to związanego z bękartką carycy, w dodatku ułomną. Prawdziwa matka jest też skażona, religijnie: jest córką popa. A krew, i owszem, jest magnacka, ale z tych złych magnatów, co do upadku Polskę przywiedli. Nie ma najmniejszego znaczenia, że Branicki zmarł w 1819 roku blisko dziewięćdziesiątki, a jego domniemany syn, Szczynukowicz podający się za Juliana Komorowskiego – w roku 1982, musiałby dożyć zatem co najmniej 163 lat. Jest dowód – tatuaż, klasyczny, opisywany jeszcze przez Arystotelesa chwyt „rozpoznania". I – żyjemy w XXI wieku – dokument, kartoteka jeniecka (czytaj: czarna teczka Tymińskiego, szafa Lesiaka, fiszka z IPNu), która gdzieś leży, w biurku w Peterburku. Nie widać jej, ale istnieje. Zresztą, wiadomo, że właściwe służby zatroszczą się, żeby nie wypłynęła.

Zastanawia mnie ten pierwszy: ktoś, kto wymyśla, nie przekleja. Czy to spin-konował – bo przecież nie spin-doktor – zatrudniony przy kampanii (pierwsze posty o Szczynukowiczu pochodzą z maja tego roku, więc rzecz jest zupełnie nowa), wyrachowany łajdak o niezłej orientacji w nacjonalistycznych fantazmatach (i nieco gorszej w historii), czy ktoś, kto pisze to tak, jak dawni twórcy apokryfów, wierząc, że przemawia przez niego Duch Święty? Że oto intuicyjnie dochodzi do prawdy? A każdy z dodających od siebie szczegóły – i te o Branickim, i te o sygnecie, i te o gwałtach, i te o tatuażu: gdzie to się lęgnie? W głowach ludzi zwyczajnie niegodziwych, czy nawiedzonych?

Jakiej niewiedzy trzeba, jakiego braku wyobraźni, by roić sobie, że bolszewik ot tak mógł wyrżnąć ziemiańską rodzinę i wejść z marszu w jej buty? Wyimaginujmy sobie, ot tak, dla rozrywki. Szczynukowicz, chamidło, brzydal i brutal (wiemy jak wyglądał, widzieliśmy przecież plakaty antybolszewickie z 1920 roku: miał twarz kałmucką albo żydowską, brodę plugawą, zęby zakrwawione i ostre ale niekompletne, w nich nóż, w jednej ręce trzyma nagan, w drugiej – gwałconą dziewicę, a trzecią obala krzyż), podszywa się oto pod Juliusza hrabiego Komorowskiego herbu Korczak jak Fantomas i resztę życia, ponad sześćdziesiąt lat, spędził w nowej skórze. W międzywojniu prowadził egzystencję prowincjonalnego ziemianina: wybierał się na herbaciane fajfy do ciotek, grał ze stryjami w preferansa, zawiadywał majątkiem, chadzał co tydzień do kościoła – nikt z rozlicznej rodziny, z miejscowych chłopów, żaden rządca ani policjant jakoś nie zauważyli, że hrabia Juliusz się zmienił. Tak wszedł w rolę, że kiedy Armia Czerwona wkroczyła na Litwę, zamiast się ujawnić jako czekista i krzewić władzę Kraju Rad, twardo obstawał przy byciu polskim hrabią i musiał zwiać z majątku. Nawet po wojnie się nie ujawnił. Wokół szaleje stalinizm, a Szczynukowicz nadal utrzymuje, że jest bezetem (byłym ziemianinem), robiąc w bambuko nie tylko UB, ale i samego siebie, bo przecież gdyby odpowiednim czynnikom przedstawił swoją historię, mógłby liczyć na świetne stanowiska, apanaże i tak dalej.

Wyszliśmy od literatury i na literaturze skończmy. Ten rys w charakterze wydumanego Szczynukowicza, który wbrew swoim interesom obstaje przy przywłaszczonej tożsamości, to materiał na prawdziwą książkę – sporo by trzeba wyczyścić, by uczynić rzecz choćby trochę prawdopodobną, ale coś już jest. Literatura bowiem może – w przeciwieństwie do polityki – karmić się największą bzdurą.



poprzednia poprzednia 1 2 z 2

Tagi: dehnel, bronisław komorowski

oceń
8
4
Podziel się

Opinie

Ocena: 0 [0]
BOLO 7 [2012-01-09 16:04]

- Polska Klasa Polityczna to dno, zero zainteresowania WŁADZ III RP Polakami i Polska. Polacy zyja w totalnej ne4dzy, stale zagrozeni windykatorami, komornikami itd, bo dochody ich sa niewystarczajace na opłaty stałe. Brak dostepu do lekarzy specjalistów, nie wykupywanie leków z braku pieniedzy itd, STWARZA podejrzenia, kim są PRZEDSTAWICIELE WŁADZ POLSKICH, bo Polak Polakowi nie jest tak podly.

odpowiedz

Ocena: +1 [1]
~waldemarpo [2011-10-10 20:38]

Pomnik bolszwikom w Ossowcu to też wydumane?

odpowiedz

Ocena: +1 [1]
~waldemarpo [2011-10-10 20:34]

A pomnik bolszewikom w Ossowcu kto chciał postawić?

odpowiedz

Ocena: -1 [1]
~aaa [2010-08-10 21:27]

Wreszcie jakiś nienudny
felieton Dehnela.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~Serafinsky [2010-08-07 14:02]

Okolica paszkwilu
Mowa jest o apokryfie;już samo to określenie nobilituje treść. Oto pojawia się zaginiona,ale odkryta historia, podobnie jak z ewangeliami spoza kanonu. Mowa jest o apokryfie, chociaż lepiej do całości przylega inny termin - paszkwil.Autor powyższej publikacji sugeruje obłęd, schizofrenię, nawet duractwo kreatora paszkwilu ( kreatorów ?), bo dane szczególowe rozmijają się z chronologią historyczną. Opowieść o Szczynukowiczu jest trawestowana i rozwijana w S-24, ku wyrażnemu ukontentowaniu niektórych. Skoro wiadomo już, kto stoi za "Protokołami Mędrców Syjonu", co szkodzi dokopać się imiennego kreatora rewelacji o Szcz. Oraz tego/tych/, co stoją za rewelacjami. O ile wiem, paszkwilanctwo w Polsce jest przestępstwem. Ale wątku śledczego tu się nie rozwija. Nie warto ?

odpowiedz

Szukaj w serwisie

Zakupy

O firmie| Dla prasy| Reklama| Biznes z WP| Skontaktuj się z WP| Praca| Prywatność| Polityka antyspamowa| Regulamin
Zobacz wszystkie serwisy| RSS
Copyright © 1995-2012 Wirtualna Polska