
06-08-2010 Książki WP

Pomysł nie jest nowy: na internetowej „Liście żydów w zniewalanej Polsce" Komorowscy to „cały klan żydowskiego rodu", a pewien Żyd dokładnie tak jak Szczynukowicz wysyła na Sybir rodzinę Dzierżyńskich i podaje się za ich syna, Feliksa. Ale tutaj bogactwo szczegółów i rozmach szaleństwa są jednak bezprecedensowe.
Siła tej opowieści wynika z wiary (skądinąd absurdalnej) w wynikanie etyki z pochodzenia, we wspólnotę krwi, która oddziela dobrych „naszych" od złych „obcych"; krew jest – jak w nazistowskich fantazmatach – nosicielką charakteru, syn zdrajcy będzie zdrajcą (nieprzypadkowo w tej samej opowieści syn Szczynukowicza wydaje Łupaszkę NKWD), podobnie jak wnuk zdrajcy i kolejne pokolenia. Zatruta krew jest nieuleczalna i zawsze ujawni się w występku. Wszystko zgadza się doskonale, począwszy od imienia i nazwiska: Osip, jak znienawidzony ambasador Katarzyny II, Ingelström, ale i jak Żyd Mandelsztam; Szczynukowicz jak prorosyjski Janukowycz, ale i jak szczyny, zatem nazwisko mówiące, jak u postaci z oświeceniowej komedii czy jak Smierdiakow u Dostojewskiego. Oczywiście bolszewik, i to dywersant – a zatem walczący nie rycersko, a skrycie; w armii Tuchaczewskiego też nie jest żołnierzem, tylko czekistą. Łamie święte prawa gościnności, mordując chroniących go gospodarzy. Ale i on jest tylko dziedzicem występku: płynie w jego żyłach krew targowiczanina. I to związanego z bękartką carycy, w dodatku ułomną. Prawdziwa matka jest też skażona, religijnie: jest córką popa. A krew, i owszem, jest magnacka, ale z tych złych magnatów, co do upadku Polskę przywiedli. Nie ma najmniejszego znaczenia, że Branicki zmarł w 1819 roku blisko dziewięćdziesiątki, a jego domniemany syn, Szczynukowicz podający się za Juliana Komorowskiego – w roku 1982, musiałby dożyć zatem co najmniej 163 lat. Jest dowód – tatuaż, klasyczny, opisywany jeszcze przez Arystotelesa chwyt „rozpoznania". I – żyjemy w XXI wieku – dokument, kartoteka jeniecka (czytaj: czarna teczka Tymińskiego, szafa Lesiaka, fiszka z IPNu), która gdzieś leży, w biurku w Peterburku. Nie widać jej, ale istnieje. Zresztą, wiadomo, że właściwe służby zatroszczą się, żeby nie wypłynęła.
Zastanawia mnie ten pierwszy: ktoś, kto wymyśla, nie przekleja. Czy to spin-konował – bo przecież nie spin-doktor – zatrudniony przy kampanii (pierwsze posty o Szczynukowiczu pochodzą z maja tego roku, więc rzecz jest zupełnie nowa), wyrachowany łajdak o niezłej orientacji w nacjonalistycznych fantazmatach (i nieco gorszej w historii), czy ktoś, kto pisze to tak, jak dawni twórcy apokryfów, wierząc, że przemawia przez niego Duch Święty? Że oto intuicyjnie dochodzi do prawdy? A każdy z dodających od siebie szczegóły – i te o Branickim, i te o sygnecie, i te o gwałtach, i te o tatuażu: gdzie to się lęgnie? W głowach ludzi zwyczajnie niegodziwych, czy nawiedzonych?
Jakiej niewiedzy trzeba, jakiego braku wyobraźni, by roić sobie, że bolszewik ot tak mógł wyrżnąć ziemiańską rodzinę i wejść z marszu w jej buty? Wyimaginujmy sobie, ot tak, dla rozrywki. Szczynukowicz, chamidło, brzydal i brutal (wiemy jak wyglądał, widzieliśmy przecież plakaty antybolszewickie z 1920 roku: miał twarz kałmucką albo żydowską, brodę plugawą, zęby zakrwawione i ostre ale niekompletne, w nich nóż, w jednej ręce trzyma nagan, w drugiej – gwałconą dziewicę, a trzecią obala krzyż), podszywa się oto pod Juliusza hrabiego Komorowskiego herbu Korczak jak Fantomas i resztę życia, ponad sześćdziesiąt lat, spędził w nowej skórze. W międzywojniu prowadził egzystencję prowincjonalnego ziemianina: wybierał się na herbaciane fajfy do ciotek, grał ze stryjami w preferansa, zawiadywał majątkiem, chadzał co tydzień do kościoła – nikt z rozlicznej rodziny, z miejscowych chłopów, żaden rządca ani policjant jakoś nie zauważyli, że hrabia Juliusz się zmienił. Tak wszedł w rolę, że kiedy Armia Czerwona wkroczyła na Litwę, zamiast się ujawnić jako czekista i krzewić władzę Kraju Rad, twardo obstawał przy byciu polskim hrabią i musiał zwiać z majątku. Nawet po wojnie się nie ujawnił. Wokół szaleje stalinizm, a Szczynukowicz nadal utrzymuje, że jest bezetem (byłym ziemianinem), robiąc w bambuko nie tylko UB, ale i samego siebie, bo przecież gdyby odpowiednim czynnikom przedstawił swoją historię, mógłby liczyć na świetne stanowiska, apanaże i tak dalej.
Wyszliśmy od literatury i na literaturze skończmy. Ten rys w charakterze wydumanego Szczynukowicza, który wbrew swoim interesom obstaje przy przywłaszczonej tożsamości, to materiał na prawdziwą książkę – sporo by trzeba wyczyścić, by uczynić rzecz choćby trochę prawdopodobną, ale coś już jest. Literatura bowiem może – w przeciwieństwie do polityki – karmić się największą bzdurą.
Tagi: dehnel, bronisław komorowski
- Polska Klasa Polityczna to dno, zero zainteresowania WŁADZ III RP Polakami i Polska. Polacy zyja w totalnej ne4dzy, stale zagrozeni windykatorami, komornikami itd, bo dochody ich sa niewystarczajace na opłaty stałe. Brak dostepu do lekarzy specjalistów, nie wykupywanie leków z braku pieniedzy itd, STWARZA podejrzenia, kim są PRZEDSTAWICIELE WŁADZ POLSKICH, bo Polak Polakowi nie jest tak podly.
A pomnik bolszewikom w Ossowcu kto chciał postawić?
Okolica paszkwilu
Mowa jest o apokryfie;już samo to określenie nobilituje treść. Oto pojawia się zaginiona,ale odkryta historia, podobnie jak z ewangeliami spoza kanonu. Mowa jest o apokryfie, chociaż lepiej do całości przylega inny termin - paszkwil.Autor powyższej publikacji sugeruje obłęd, schizofrenię, nawet duractwo kreatora paszkwilu ( kreatorów ?), bo dane szczególowe rozmijają się z chronologią historyczną. Opowieść o Szczynukowiczu jest trawestowana i rozwijana w S-24, ku wyrażnemu ukontentowaniu niektórych. Skoro wiadomo już, kto stoi za "Protokołami Mędrców Syjonu", co szkodzi dokopać się imiennego kreatora rewelacji o Szcz. Oraz tego/tych/, co stoją za rewelacjami. O ile wiem, paszkwilanctwo w Polsce jest przestępstwem. Ale wątku śledczego tu się nie rozwija. Nie warto ?

