27-09-2011 | Grzegorz Wysocki / Książki WP

5. A co powiedzieć o czytelniku, który co rusz przy Jedenastu tysiącach pałek… będzie wybuchał śmiechem? Przyznaję, że sam zaliczam się do kategorii odbiorców roześmianych, choć nieustannie zapytujących samego siebie: „Czy aby na pewno wszystko jest ze mną w porządku?”. Marek Puszczewicz, autor kongenialnego spolszczenia dzieła Apollinaire’a, pociesza mnie, że raczej tak: „Jest to książka niepowtarzalna dzięki przyjętej konstrukcji. Na dobrą sprawę to pastisz powieści erotycznej, dość modnej w początkach naszego stulecia. Wszystkie opisy są tak przesadne – zwłaszcza jeśli chodzi o kombinacje cielesne, a także o ilość przedstawionego okrucieństwa – że już po kilku stronach odnosi się wrażenie, iż jest to jakaś surrealistyczna łamigłówka. […] Również specyficzny humor ukazujący się na kartach tej książki każe nam podchodzić do tekstu z pewnym dystansem. Podobne uczucia mamy, czytając o rozmiarach rozporka Gargantui w książce Rabelais’go”. Jeden z francuskich krytyków słusznie zauważył, że „mamy tu do czynienia z powieścią napisaną w duchu boskiego markiza, lecz przyprawioną sosem rabelaisowskiego humoru”.
6. Powiedzieć, że jest to książka perwersyjna, to nic nie powiedzieć, a żeby było jeszcze zabawniej, powieść ukazała się nakładem wydawnictwa W.A.B. w niedawno uruchomionej Zmysłowej Serii. Jeśli seksualne przygody ze wszystkimi szczegółami opisane przez Apollinaire’a rzeczywiście są „zmysłowe”, to widocznie nie do końca rozumiem, co oznacza ten przymiotnik. Z drugiej strony – jako człowiek z natury tolerancyjny – nie chciałbym nikomu odbierać prawa do zmysłowości takiej, jaką sobie tylko wymarzy, nawet jeśli miałoby to być wymazywanie całego ciała ekskrementami czy pragnienie wybatożenia przez rozwścieczonego dorożkarza.
7. Pisanie na temat fabuły powieści Apollinaire’a mijałoby się z celem, bo – tak jak w przypadku filmów pornograficznych – jest ona raczej pretekstowa (Mony Valkutascu, rumuński arystokrata, wyrusza do Paryża, by tam zaspokajać swe niekończące seksualne żądze i przeżywać inne, nie mniej ekscytujące, przygody, chociażby na tyłach frontu wojny rosyjsko-japońskiej) , choć w przeciwieństwie do przywołanych dzieł sztuki filmowej obfituje w różnego rodzaju rozbrajające dialogi, błyskotliwe riposty i zabawne detale, które zdecydowanie przyczyniły się do tego, że obecnie Jedenaście tysięcy pałek… należy do europejskiego kanonu literackiego (twierdzi tak chociażby Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu, o czym piszę dalej). Przede wszystkim jest to jednak powieść doskonale, żywo i żarliwie napisana. Opisy, choć niejednokrotnie obsceniczne, a nawet obrzydliwe (przykładem sceny nekrofilskie czy pedofilskie), są sugestywne, barwne, a przez zamierzoną przesadę również szaleńczo zabawne. Z nie mniejszym talentem książka została przetłumaczona przez Marka Puszczewicza, któremu udało się wycisnąć chyba wszystkie seksualne soki z raczej zachowawczej i prymitywnej „w tych sprawach” polszczyzny.
8. Jednym z minusów publikacji jest brak wyczerpującego posłowia. W przypadku utworu zgoła legendarnego, kontrowersyjnego i budzącego tak wielkie emocje, chciałoby się na jego temat przeczytać nieco więcej niż kilkanaście zdań. Brakuje bardziej szczegółowych informacji na temat genezy i kontekstu historycznoliterackiego, a przede wszystkim o dalszej „karierze” oraz recepcji dzieła dawniej i dzisiaj. Szkoda też, że nie przeczytamy więcej o różnego rodzaju problemach prawnych (np. czy w Polsce można w ogóle wydawać utwory pornograficzne z opisami aktów pedofilskich czy nekrofilskich? czy jest to w jakikolwiek regulowane prawnie? itd.), kłopotach utworu z cenzurą i nadgorliwymi moralistami, protestach czytelników, księgarzy i księży etc. Jako formę pocieszenia możemy jedynie potraktować przytoczonego przez tłumacza newsa z lutego 2010 roku, z którego dowiadujemy się o wyroku Trybunału w Strasburgu, który uznał, że „Turcja uniemożliwiła dostęp do dziedzictwa literatury europejskiej i naruszyła wolność ekspresji”.
>>> CZYTAJ CIĄG DALSZY ARTYKUŁU >>>
Tagi: apollinaire, cenzura, erotyka, hard core, literatura, literatura francuska, porno, pornografia, Seks
Nie sądzę by społeczeństwu potrzebna jest nauka pozycji i dewiacji seksualnych... Tym bardziej dzieciom i młodzieży. Banalne w prostocie ale dobitne w praktyce przesłanie i misja miłości i szacunku jaką niesie chrześcijaństwo są niezastąpione. Prawdziwy katolik nie czyta takich bzdur, musi być czysty jak łza!
nie wiem dlaczego czytając ten artykuł od razu przyszło mi do głowy ,że to próba podróbki Markiza de Sade, ale to tylko takie moje spostrzeżenie
hmmm, chwyty żywcem wzięte jak z WP, nic dodać nic ująć WP_iątka pojętne uczniątka.... ha ha : )
przeczytalam artykul z ciekawosci, ale ksiazki bym nie kupila. to co teraz mam z moim chlopakiem najbardziej mi pasuje i nie chce sie w tej kwestii doksztalcac, wole nie psuc sobie mojego wyobrazenia i obrazu :)
Nieświadomych uświadomię,że poeta był z pochodzenia Polakiem - WILHELM APOLINARY KOSTROWICKI :) nawiasem mówiąc poeta genialny, jednak najlepiej czyta się go w oryginale
Może nauka nie ale poczytać warto. Ja takie książki lubię, chociaż nic nie pokona moim zdaniem literatury czeskiej. Teraz na stereo.pl kupiłam kilka książek, bo są w promocji. Uważam że to świetna literatura ale niedoceniana.

