
Dzieje się tak zapewne dlatego, że kwestia „czynnika ludzkiego” musiała ustąpić miejsca rozwinięciu głównej idei autora, jaką okazuje się kolejny etap ewolucji „drzewnych” Megastruktur. Osią problemu, który ta ewolucja rodzi, staje się pytanie, czy jej skutkiem będzie zniszczenie czy ocalenie ludzkości. Bo czym będzie wchłonięcie indywidualnych ludzkich osobowości przez nanostrukturę i ofiarowanie im wszystkich posiadanych przez nią możliwości, z życiem wiecznym na czele? Unicestwieniem czy zbawieniem? A może próba prostej oceny całego procesu jest jednak nieuprawniona? Przecież nie przypisujemy wartościujących moralnie ocen naturalnym skokom ewolucyjnym, zachodzącym na przestrzeni dziejów. A czymże innym, jak nie kontynuacją procesu ewolucji, jest ekspansja tworów wykreowanych przez człowieka, będącego wszak najdoskonalszym tworem ewolucji?
Dla tych intrygujących pytań warto powieść Podrzuckiego przeczytać. Zresztą cały cykl jest rzadką, i dlatego szczególnie cenną, próbą zaszczepienia na krajowym gruncie tzw. „twardej” fantastyki naukowej. W wydaniu autora Mostów wszechzieleni to proza buzująca gejzerami pomysłów, pełna przyszłościowych gadżetów i językowych neologizmów. I tylko czasem się zdarza, że pisarz przeszarżuje z „unaukowionym” językiem albo z uporem będzie dowodził, że w parlamencie zasiadają parlamentariusze, a nie parlamentarzyści.
NPB("005");
Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!

