
Z drugiej strony, nie jest do końca prawdą, że w Mieście Szklanych Słoni Sieniewicz zupełnie porzuca realizm na rzecz wyobrażeń, majaków, marzeń i snów. Powieść można (czy wręcz: powinno się) też czytać jako metaforyczną przypowieść o współczesnej Polsce, małomiasteczkowej mentalności, nostalgii za PRL-em (gosposia-lunatyczka, która noce spędza na staniu w kolejkach przed sklepami; pomnik rehabilitujący butelkę octu; pamięć o dawnej wizycie Gomułki w dwugwiazdkowym Hiltonie itd.), wojnie płci (zabawna, ale też przerażająca relacja z Dnia Kobiet; niewesoły koniec losów Jadwigi-Baby Jagi, z którą postanowił się rozprawić jej mąż-palacz), a nawet o instytucjach przymusu, które być może doprowadziły do ostatecznego krachu pięknej utopii.
Sieniewicz nie ułatwia czytelnikowi zadania, mnoży tropy, oszałamia nas kolejnymi obrazami i nie podpowiada, w jaki sposób należy czytać Miasto Szklanych Słoni, choć nie brakuje w powieści licznych fragmentów autotematycznych i metatekstualnych. I bardzo dobrze. Być może – zgodnie z zaleceniami doktora-pacjenta Jana Kwiecistego – uda nam się dzięki tej książce wyzwolić naszą wyobraźnię i ujrzeć na co dzień niedostępne dla nas krainy? Trudno właściwie porównywać tę książkę z Rebelią czy Żydówek nie obsługujemy, ale gdybym już musiał to właśnie Miasto Szklanych Słoni wskazałbym jako najmocniejszy punkt w dorobku Sieniewicza.
NPB("005");
Ten materiał nie ma jeszcze żadnej opinii. Twoja może być pierwsza!

