What Lies Beneath
autor: Andrew Tarnowski
przekład: Jarosław Skowroński

Brytyjski autor polskiego pochodzenia; studiował historię na uniwersytecie oksfordzkim; wieloletni korespondent Agencji Reutera. Po przejściu na emeryturę oddał się poszukiwaniu własnych...

Dziewczyna zaklinała ich, by wyjechali, ale Heinrich odparł, że nie ma siły się nigdzie ruszać. Więc Marysia poszła sobie, a oniemiałe z przerażenia Hedwig i Agnes zostały z Heinrichem, czekając, co z nimi będzie. Po jakimś czasie usłyszeli otwierające się drzwi wejściowe i odgłosy ciężkich kroków. Nagle drzwi sypialni rozwarły się z hukiem. Ujrzeli zataczającego się sołdata o czerwonej twarzy, cuchnącego wódką. Heinrich wstał, ale żołnierz pchnął go mocno...

25-08-2010
Mamy tu historię filtrowaną przez punkt widzenia obcokrajowca, który co nieco wie o państwie, w którym mu przyszło zamieszkać – ale nie jest z nim związany i spogląda na dzieje, wydarzenia i opowieści z chłodnego dystansu. Wnioski płynące z takich obserwacji mogą czasem budzić w polskim czytelniku sprzeczne uczucia.
Rdzaw szable, blade kości, mieszane uczucia...
Właśnie kończę lekturę tej książki. Kupiłem wiejskie siedlisko w Mierkach (z drugiej strony Olsztynka patrząc od strony Drwęcka). Czytając historię autora w jego wsi cały czas miałem na uwadze własne przeżycia i doświadczenia i całe szczęście że trafiłem właśnie tu. Momentami odnośiłem wrażenie że akcja książki rozgrywa się gdzieś w Obwodzie Kaliningradzkim... Do Drwęcka nie pojadę. Za to polecam każdemu Mierki.
To mój komentarz do tej części książki, która obejmuje własne przeżycia i spostrzeżenia autora. Co do części odnośnie historii Drobnitz, to jest ona zbieżna z historią Morken i jest fascynująca.
W książce opisana jest m.in. historia Frau Hedwig Schilack (Ciecierski). Zdobyłem się na wysiłek, aby ją poznać osobiście. I nie żałuję. A tak na marginesie ciekaw jestem, jaki będzie odbór tej książki w samym Drwęcku, bo mi byłoby przykro, ale skoro tam są tacy ludzie jak w opisie, to mają za swoje...
z innej beczki
Tarnowski ma "lekką rękę" do pisania. Nim ktoś zabierze się za lektuę "Rdzawych..." proponuję sięgnąć po "Ostatniego mazura"

