RSS

Fragment

Człowiek, który stworzył Hitlera

Człowiek, który stworzył Hitlera

tytuł oryginalny: The Man Who Invented Hitler

autor książki: David Lewis

« powrót do strony książki

Rozdział drugi
Miesiąc w strzelnicy


Aczkolwiek Hitler nigdy nie był elegantem, niechlujny kapral, który w poniedziałek 21 października 1918 roku wyszedł z półmroku stacji kolejowej w Pasewalku wprost w oślepiające promienie jesiennego słońca, przypominał raczej zdesperowanego włóczęgę niż żołnierza cesarza Niemiec. Źle dopasowany strój szpitalny, niemiłosiernie wygnieciony po pięciu dobach podróży pociągiem z Flandrii, marszczył się w fałdy na wychudzonym ciele pacjenta. Trupią bladość i ogólne wycieńczenie podkreślały czarne wąsy, sypiące się gęsto pod długim nosem. Przenikliwe, błękitne oczy, które z czasem miały stać się przedmiotem westchnień żarliwych wyznawczyń Fuhrera, zakrywał poplamiony opatrunek z gazy. Kapral, ślepy jak kret, niepewnie szurał nogami w ślad za sanitariuszem, jedną ręką trzymając go za pasek, drugą - trwożnie rozgarniając powietrze w poszukiwaniu niewidzialnych przeszkód.Jak wynika z karty choroby, kapral Adolf Hitler oślepł wskutek działania trującego gazu, wczesnym rankiem we wtorek 15 października, podczas ataku wojsk brytyjskich na linie niemieckie w Wervicq-Sud, w regionie Pas-de-Calais na północy Francji.
Atak nastąpił w chwili, kiedy Hitler wraz z innymi kurierami 16. Rezerwowego Bawarskiego Pułku Piechoty przystępował do śniadania. Obłok gazu ogarnął żołnierzy, zanim zdołali włożyć maski; mężczyźni zaczęli się krztusić i kaszleć w gęstych, gryzących oparach. Wkrótce potem, wspominał Hitler, „moje oczy zmieniły się w rozżarzone węgle; wokół zapadły ciemności”. Hermann Heer, który ucierpiał mniej niż jego towarzysze broni, odprowadził wszystkich poszkodowanych do najbliższego punktu opatrunkowego w Linselle. Opowiadał potem, że „maszerowali gęsiego, a każdy trzymał się kurtki żołnierza, który szedł przodem”.
Lekarze z posterunku pierwszej pomocy natychmiast postawili diagnozę: zatrucie gazem (Gasvergiftung). Przemyli żołnierzom oczy, zniszczyli skażone mundury i zorganizowali transport ambulansem dla prawie wszystkich ofiar ataku, odsyłając je do dużego szpitala wojskowego na przedmieściach Brukseli. Prawie wszystkich - z wyjątkiem Adolfa Hitlera. Tylko jego przewieziono do odległego o blisko pięćdziesiąt kilometrów szpitala w belgijskim mieście Oudenaarde, w celu dalszej diagnostyki. Hitler spędził tam zaledwie jedną noc; lekarze podjęli zaskakującą decyzję skierowania go do innej placówki. Kapral nie dołączył do swoich towarzyszy w dobrze wyposażonym szpitalu wojskowym pod Brukselą - powędrował do lazaretu w pomorskim miasteczku Pasewalk, niedaleko polskiej granicy. Trzeba go było przetransportować na odległość przeszło tysiąca kilometrów! W sytuacji, kiedy armia była w odwrocie i tysiące ciężko rannych żołnierzy oczekiwało na natychmiastowy przerzut do Niemiec, decyzja lekarzy zakrawała na skandaliczne marnotrawstwo i tak szczupłych funduszy. Personel medyczny szpitala w Oudenaarde nie miał jednak wyboru.Mimo że powieki Hitlera były krwistoczerwone i opuchnięte, a kapral skarżył się płaczliwie na całkowitą ślepotę, doświadczeni lekarze wojskowi orzekli bez wahania, że jego przypadłość nie ma związku z atakiem gazowym i ma podłoże histeryczne. Termin „histeria” nie oznaczał w tym wypadku stanu nadmiernego pobudzenia, połączonego z afektowanym zachowaniem i próbami zwrócenia na siebie uwagi, tylko schorzenie psychiczne, nieuwarunkowane żadnymi zmianami organicznymi. Jak się wkrótce przekonamy, u żołnierzy cierpiących na histerię obserwowano zaskakująco różnorodne objawy: od zaburzeń mowy, poprzez tiki, aż po paraliż, ślepotę i głuchotę.
Rozpoznawszy u Hitlera ślepotę histeryczną, lekarze nie mieli prawa leczyć go na oddziale ogólnym wraz z żołnierzami poszkodowanymi wskutek urazów fizycznych - zabraniało im tego rozporządzenie pruskiego Ministerstwa Wojny. Trzeba było odesłać pacjenta do jednej ze specjalistycznych placówek „dla nerwowo chorych”, które po roku 1917 zaczęto organizować na terenie całych Niemiec. W tym samym roku Ministerstwo Wojny w Berlinie wydało rozporządzenie, w którym czytamy, że „wszystkich zdiagnozowanych pacjentów należy skierować z innych oddziałów do szpitali specjalistycznych [...] neurotyk nie może być uznany za niezdolnego do służby, dopóki nie przejdzie intensywnej kuracji pod ścisłym nadzorem lekarza specjalisty, prowadzącej do całkowitego wyzdrowienia bądź co najmniej ustąpienia objawów choroby”.

Aby zaspokoić gwałtownie rosnące zapotrzebowanie na łóżka w oddziałach psychiatrycznych, rząd przejął istniejące szpitale dla nerwowo chorych i dokonał rekwizycji wielu innych placówek, między innymi sanatoriów, zajazdów, hoteli, szkół, a nawet dużych domów prywatnych, usytuowanych w większości na obrzeżach kraju. Przedsięwzięcie było kosztowne i czasochłonne, zdaniem władz wojskowych i medycznych nie było jednak innego wyjścia. We wszystkich krajach zaangażowanych w konflikt psychiatrzy wyznawali pogląd, że histeria - niczym choroba zakaźna - może się rozprzestrzenić po całym oddziale, a nawet szpitalu, rujnując morale pozostałych pacjentów i zabijając w nich ducha walki.
Jak się wkrótce przekonamy, pacjent zdiagnozowany jako „histeryk” w najlepszym razie zyskiwał opinię słabeusza lub ociężałego umysłowo, w najgorszym - notorycznego symulanta. Diagnoza uchodziła za tak obraźliwą, że w pierwszych miesiącach wojny lekarze wstrzymywali się z rozpoznaniem histerii.Na drugi wieczór po ataku gazowym Hitlera przewieziono ze szpitala w Oudenaarde na stację kolejową w Gandawie, skąd odprawiano niemieckie pociągi sanitarne. Wraz z setkami innych rannych żołnierzy - których część poruszała się o własnych siłach, większość jednak leżała na noszach -oczekiwał na odjazd pociągu do Pasewalku. Załadunek rannych, których wsuwano na noszach przez otwarte okna i lokowano w ciasnych, dusznych wagonach, przedłużał się w nieskończoność. Skład ciągnięty przez parowóz ruszył z Gandawy dopiero późną nocą.Hitler, który mógł się poruszać po zatłoczonym pociągu tylko w asyście pielęgniarki lub sanitariusza, spędził podróż skulony na twardym, wąskim siedzeniu, bezskutecznie próbując usnąć. Poza palącym bólem oczu jego mózg rejestrował wyłącznie ogłuszającą kakofonię krzyków, jęków i płaczu rannych współtowarzyszy. Kiedy pociąg dotarł wreszcie do Pasewalku, Hitler był skrajnie wycieńczony, odwodniony i ledwie trzymał się na nogach.
Po zejściu na peron przeprowadzono go przez sklepioną, obrośniętą bluszczem bramę stacyjki do jednego z konnych ambulansów czekających na placu ocienionym szpalerem kasztanowców; był to ostatni etap podróży.Aczkolwiek historycy wspominają po prostu o pobycie Hitlera w szpitalu w Pasewalku, w rzeczywistości działało tam aż siedem różnych klinik i lazaretów, przeznaczonych zarówno dla pacjentów z urazami fizycznymi, jak i żołnierzy, którym wojna zrujnowała przede wszystkim psychikę. Wkrótce po rozpoczęciu konfliktu władze wojskowe uznały dwunastowieczny, ufortyfikowany gród Pasewalk nad rzeką Uecker za idealną lokalizację dla lazaretów, głównie z uwagi na doskonałe połączenia kolejowe z resztą kraju. Zarekwirowano w tym celu najrozmaitsze budynki, między innymi szkołę, hotel i kilka dużych domów prywatnych, przekształcając je w tymczasowe kliniki - najniezwyklejszy był Schützenhaus, czyli strzelnica, usytuowany na południowo-wschodnim krańcu miasta.

Piętrowy gmach z szarego piaskowca miał z jednej strony trzypiętrową przybudówkę, z drugiej zaś aneks o drewnianej konstrukcji. Schützenhaus stał na rozległym terenie z widokiem na pola i las Pasewalk - w przeciwległym kierunku rozpościerał się mniej krzepiący dla pacjentów widok na cmentarz Neuer Friedhof. Kiedyś znajdowała się tu cegielnia: we wrześniu 1859 roku Schiitzenhaus przeszedł na własność miejscowego przedsiębiorcy Christiana Darlinga, który otworzył w budynku karczmę z wyszynkiem, otoczoną - jeśli wierzyć broszurom reklamowym - „pięknie urządzonym ogrodem”. Kilka lat później wzniesiono dobudówkę z muru pruskiego służącą jako strzelnica - stąd nazwa miejsca - oraz teatrzyk rewiowy. Na afiszu zapowiadającym jedno z przedstawień w 1907 roku wśród popularnych piosenek można odnaleźć sentymentalne ballady Drogi dziadku oraz Wojna i pokój, a także dwa utwory o dziwnie proroczych tytułach: Diabeł śmieje się w głos i Nic na to nie poradzisz.
Niezwykłe połączenie restauracji, baru, świetlicy, strzelnicy i teatrzyku rewiowego cieszyło się tak wielką popularnością, że w Schützenhausie założono jeden z pierwszych telefonów w mieście - rezerwacji można było dokonać pod numerem Pasewalk 363. Gospodarz posiadłości Johannes Thom reklamował swoje usługi w ulotce z 1913 roku: „Polecam przytulny pensjonat z ogrodem, dużym pomieszczeniem ze sceną oraz strzelnicą osobom prywatnym i organizatorom spotkań klubowych. Dobra kuchnia, wyśmienite napoje, uprzejma obsługa”. Kilka miesięcy później pensjonat został zarekwirowany przez władze, które czym prędzej przekształciły go w Lazarett, specjalizujący się w leczeniu schorzeń o podłożu histerycznym. W miejsce sal restauracyjnych, strzelnicy i teatrzyku rewiowego urządzono oddziały szpitalne z trzydziestoma łóżkami dla pacjentów, których doglądał piętnastoosobowy personel medyczny, złożony z lekarzy, pielęgniarek i sanitariuszy. W chwili przybycia Hitlera personelem zawiadywał doktor Wilhelm Schroeder.

Nowy pacjent został wykąpany, dostał czysty strój szpitalny, po czym przydzielono mu wąskie żelazne łóżko na jednym z pięciu niewielkich oddziałów. Nazajutrz udał się na badanie oczu do doktora Karla Kronera, czterdziestoletniego żydowskiego neurologa, który znał skutki zatrucia gazem nie tylko z doświadczeń zawodowych, ale i osobistych. Kroner, syn żydowskiego lekarza, służył jako lekarz polowy przy 3. Pułku Kawalerii Huzarów, był świadkiem wydarzeń na froncie wschodnim i zachodnim i w uznaniu zasług otrzymał Krzyż Żelazny I klasy. Oślepł przejściowo wskutek ataku gazowego w 1917 roku, przeszedł do cywila jako niezdolny do służby i wrócił do Berlina, gdzie podjął praktykę jako neurolog i udzielał regularnych konsultacji w wielu lazaretach, między innymi w Pasewalku.Z badania Kronera wynikło, że Hitler wciąż cierpi na średnio ciężkie zapalenie spojówek, objawiające się zaczerwienieniem i opuchlizną delikatnej błony śluzowej; stan zapalny zaostrzyło najpewniej nieustanne tarcie oczu - w zrozumiałym, lecz zgubnym odruchu walki z uciążliwym swędzeniem. Kroner wykluczył zapalenie śluzowo-ropne, świadczące o wtórnym zakażeniu. Co istotniejsze, oczy Hitlera nie zdradzały charakterystycznych oznak poparzenia gazem musztardowym, powodującym szarzenie i mętnienie rogówki, której powierzchnia przybierała wygląd skórki pomarańczowej. W przypadku ślepoty wywołanej ciężkim uszkodzeniem narządu wzroku przez gaz Kroner zaobserwowałby także białawe strzępy martwej tkanki na nieosłoniętych częściach rogówki. Byłoby to równoznaczne z groźbą całkowitej utraty zdolności widzenia - zniszczona błona śluzowa mogłaby spowodować ucisk delikatnych naczyń krwionośnych w obrębie rogówki i „zagłodzić” ją na śmierć. Zważywszy na brak wspomnianych objawów oraz ogólne pobudzenie pacjenta, Kroner potwierdził diagnozę lekarzy z Oudenaarde - ślepota Hitlera miała podłoże histeryczne.

Badanie zajęło Kronerowi zaledwie kilka minut - dostatecznie długo, by po przejęciu władzy przez NSDAP jego życie znalazło się w poważnym niebezpieczeństwie. W listopadzie 1938 roku lekarz został aresztowany i przewieziony do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen. Ocalał wyłącznie dzięki zdecydowanej interwencji konsula generalnego Islandii w Berlinie.Uzupełniwszy kartę choroby, Kroner przekazał Hitlera do dyspozycji doktora Schroedera, zamieścił jednak adnotację, że pacjent powinien przejść kurację pod okiem innego konsultanta, neuropsychiatry Edmunda Forstera. Schroeder odesłał kartę do Kliniki Neurologicznej Szpitala Charite w Berlinie, z prośbą o konsultację Forstera.Edmund Forster dostał do ręki kartę Hitlera niespełna miesiąc po powrocie do pracy w klinice - poprzednie cztery lata spędził jako lekarz wojskowy we Flandrii. Czterdziestoletni Forster, neurolog i psychiatra z bogatym dorobkiem naukowym i doświadczeniem klinicznym, leczył we Flandrii żołnierzy z urazami mózgu i cierpiących na schorzenia o podłożu histerycznym, wykładał na uniwersytecie w Brugii i występował jako ekspert przed sądem wojskowym. Wybitnie inteligentny i doskonale wykształcony, władał holenderskim, francuskim i angielskim równie biegle jak mową ojczystą. Urodził się w Monachium, wychował w Amsterdamie, studiował medycynę w Niemczech i Szwajcarii. W pracy laboratoryjnej stosował pionierskie techniki badań nad porażeniem postępującym w przebiegu późnej kiły, czas wolny poświęcał na malowanie subtelnych akwareli, świadczących o niemałych uzdolnieniach plastycznych. Jego zamiłowania szły w parze ze skłonnością do bohemy: Forster wolał obracać się wśród artystów, pisarzy i aktorów niż w środowisku lekarskim. Mimo to chlubił się racjonalnym podejściem do życia.
Forster zajmował się leczeniem pacjentów histerycznych od dawna i opracował kontrowersyjną metodę terapii, opartą na przekonaniu, że u podłoża wszelkich schorzeń tego typu - bez względu na objawy - leży zanik siły woli. W przebiegu kuracji wykorzystywał swą dominującą osobowość, aby pognębić pacjenta. Z uporem obstawał przy twierdzeniu, że żołnierze dotknięci tą przypadłością - mimo pozorów inwalidztwa i poważnego załamania psychicznego - nie cierpią w istocie na żadną chorobę poza uwiądem ducha walki, określanym przez brytyjskie władze wojskowe jako „utrata morale”. Forster - oficer armii niemieckiej, a zarazem lekarz - wpajał poszkodowanym na siłę, że wyleczenie z urojonej przypadłości i natychmiastowy powrót do służby to nie tylko ich patriotyczny obowiązek, ale i powód do osobistej dumy. O dziwo, jego despotyczne metody często dawały wspaniałe rezultaty: pacjenci, których upokarzał najbardziej, wracali do zdrowia najszybciej i okazywali mu wyrazy najgłębszej wdzięczności.Forster zerkał więc krzywym okiem na dokumentację Hitlera. Był absolutnie przekonany, że ma do czynienia z kolejnym żołnierzem, który próbuje wymigać się od zagrożeń na linii frontu, świadomie bądź nieświadomie symulując schorzenie wywołane urazem fizycznym. Pod koniec tygodnia wyruszył w ponadstukilometrową podróż z Berlina do Pasewalku, gdzie podczas kolejnej rutynowej wizyty w lazarecie poznał osobiście nowego pacjenta.

Niewykluczone, że Forster jeszcze przed spotkaniem utwierdził się w nieprzychylnej opinii o kapralu - po rozmowach z miejscowym personelem medycznym. Hitler dał się poznać jako namolny, wiecznie podekscytowany mąciciel, biadolący nad swoim losem i ciskający gniewne oskarżenia pod adresem żydowsko-marksistowskiego spisku, którego ofiarą padli jego towarzysze broni. W trakcie bezsennych nocy tłukł się po oddziałach, ubolewając nad swoją ślepotą, domagał się odpowiedzi, w jaki sposób biedny kaleki artysta ma teraz zarabiać na chleb, i snuł przerażające wizje, że dokona żywota jako uliczny żebrak. Co wieczór przy jego łóżku zbierała się grupka pacjentów i wysłuchiwała obelg ciskanych na Austrię, kraj mięczaków i źródło wszelkiej zgnilizny moralnej, całkowite przeciwieństwo silnych, mężnych Niemiec, które z kolei wychwalał pod niebiosa. Z ust Hitlera padały retoryczne pytania o przyczyny korupcji i degrengolady Austrii. Jadowitych odpowiedzi udzielał sam: naród skazili i zatruli Żydzi. Wciąż krążył wokół jednej kwestii - dla silnej jednostki i silnego narodu wszystko jest możliwe i dozwolone. Słabemu przeciwnikowi nie wolno okazać choćby odrobiny szacunku. Jakim prawem - spytał kiedyś - zestrzeleni piloci francuscy dostąpili zaszczytu pochówku z honorami wojskowymi, zupełnie jakby chodziło o niemieckich lotników? Lepiej było zostawić ich trupy na polu bitwy, tam gdzie spadły na ziemię - i poczekać, aż zgniją. W rozmowach z przełożonymi Hitler przybierał jednak całkiem inny ton, zachowywał się niemal służalczo i za wszelką cenę próbował wejść z nimi w dobre stosunki.

Edmund Forster, demokrata utrzymujący zażyłe stosunki z wieloma Żydami, był mocno zdegustowany światopoglądem Hitlera, kapral intrygował go jednak jako przypadek psychiatryczny.Pacjentowi cierpiącemu na histeryczne porażenie ręki lub nogi można było udowodnić sprawność mięśni, stymulując je prądem elektrycznym. W terapii głuchoty histerycznej próbowano przechytrzyć chorego nagłym, donośnym dźwiękiem, uruchamiając w ten sposób reakcję obronną, świadczącą o prawidłowym funkcjonowaniu zmysłu słuchu. Histeryków straszono też znacznie brutalniejszą i boleśniejszą metodą, aplikując im wstrząsy elektryczne i inne kary, po których woleli wrócić na front, niż doświadczać dalszych okropności na oddziale szpitalnym. Bardziej dobroduszni lekarze stosowali hipnozę, zyskując natychmiastowy i jak się wydawało trwały efekt. Forster nie miał wątpliwości, że do ślepoty histerycznej Hitlera przyczynił się zanik siły woli, mimo to doszedł do wniosku, że upokarzanie pacjenta i próby przywrócenia mu wzroku groźbą wstrząsów elektrycznych nie okażą się w tym wypadku skuteczne.
Forster uznał, że Hitler nie ma zamiaru przejrzeć na oczy, bo nie chce być świadkiem porażki Niemiec. Trzeba to wziąć pod uwagę, bez względu na rodzaj zaordynowanej terapii. Jak się jednak do niej zabrać? Kiedy Niemcy stały w obliczu całkowitej klęski, wojska na froncie zachodnim popadły w rozsypkę, a ludność cywilna wszczynała zamieszki wewnątrz kraju, Forster nie widział sposobu na przekonanie Hitlera, że zwycięstwo jest wciąż możliwe. Nie mając żadnego wpływu na sytuację zewnętrzną, mógł tylko odmienić sposób, w jaki pacjent postrzegał burzliwy tok wypadków. Przeprowadził z nim kilka rozmów. Uzyskał też garść dodatkowych informacji o tym dziwacznym człowieku od personelu medycznego i pozostałych pacjentów. Pomysł na dalszą terapię zaczął krystalizować się w jego umyśle w pierwszym tygodniu listopada:Mogłem podjąć próbę zniesienia objawów choroby, przemyślnie łącząc dwie przypadłości pacjenta z jego ambicją podniesienia własnego statusu, roszczeniem do boskości i rozpierającą go energią. [...] Musiałem pokonać tego człowieka nie dzięki logicznemu rozumowaniu, lecz za pośrednictwem bezwstydnego łgarstwa, [...] albowiem on sam był jednym wielkim kłamstwem, dla którego nie istniała żadna prawda absolutna poza prawdą jego wyobraźni, dążeń i potrzeb.Edmund Forster zdawał sobie sprawę, że sukces bądź porażka terapii zależą od tego, czyja wola okaże się silniejsza - lekarza czy Adolfa Hitlera. Jeśli mu się nie uda, kapral prawdopodobnie nigdy nie odzyska wzroku. Jeśli wygra, Hitler powinien od razu przejrzeć na oczy.Edmund Forster odniósł triumf, z czasem jednak zapłacił za niego życiem.